czwartek, 15 listopada 2007

Cuenca - Ecuador

Przyjezdzam do Cuenki po 16 i dzwonie do mego gospodarza, ktory przyjezdza po mnie na dworzec autobusowy (Terminal przy Av España). Udajemy sie do jego domu i pod wieczor idziemy na spacer po Starym Miescie, ktore jest wpisane na liste UNESCO w 1999roku. Jesli ktos potrzebuje taniego, dobrego noclegu w miescie - Hostal El Capitolio, ulica Honorato Vásquez miedzy Hermano Miguel i Marianod Cuenca (Stare Miasto) za 5$ w calkiem dobrych warunkach (startuja od 7$). W pewnym momencie zaczalem sie zastanawiac-czemu ludzie tak uwielbiaja to miasto? Hmn... Po spacerze nie potrafilem na to pytanie odpowiedziec. Moj przewodnik wyjasnil mi, ze jest to miasto ciekawe do mieszkania, ale trzeba spedzic w nim wiecej czasu, by poczuc jego atmosfere. Jest tu duzo klubow z salsa, miasto zyje wieloma wydarzeniami prawie kazdego dnia (mozna pojsc do Ratusza-Informacja, tam sa opisy tego, wydaja co miesiac ksiazeczke), ciekawe muzeum Banku Central, cieple kapiele w Baños. My ogladalismy na miescie ratusz, katedre, kilka kosciolkow. Zeby polubic miasto trzeba duzo spacerowac po nim, jak to mawia moj przewodnik-ja jednak chyba za malo spacerowalem. Udalismy sie do restauracji wegetarianskiej El Nuevo Paraiso (przy ulicy Tomas Ordoñes miedzy Gran Colombia i Mariscal Lamar-ale jest takich kolo 5 na miescie). Bardzo dobre jedzenie za 1.4$ za zupe, sok i drugie danie. Nie dalem rady zjesc tego. Wracamy do domu.
No i nie wiem co mam robic dalej. Plan jest taki, ze na pewno musze byc w niedziele w Peru (18.11) i w sumie po rozmowie z Royem (gosp) chce jechac do magicznego miasta Zarumy, w drodze do Peru.Z dworca autobusowego dzwonie do Benito (HC i CS) i po potwierdzeniu, ze moge wpadac, udaje sie w tamta droge. Jest jeden bezposredni autobus do Zarumy z Cuenki, ale o godz. 12:30. Nie chce po raz kolejny zwiedzac miasta noca, wiec decyduje sie zrobic tak: dojechac do Machala (duzo autobusow z Cuenki) i stamtad do Zarumy (tez duzo autob). Wykupuje bilet za 5$ (4h jazdy, 188km) i siadam po lewej stronie (najladniejsze widoki).

Brak komentarzy: