poniedziałek, 5 stycznia 2009

Suwalki - Polska

Kolejna wyprawa i relacja:
www.amerykasrodkowa.blogspot.com
Bede tam od 06.01 do 04.03.2009

czwartek, 6 listopada 2008

Suwalki - Polska

Cos czasami trzeba napisac, bo moga zablokowac bloga-wiec tu reklama kolejnego bloga z nastepnego wiekszego wyjazdu: http://islamskarepublikairanu.blogspot.com/ Zapraszam!

wtorek, 18 marca 2008

Trasa po Ameryce Poludniowej


Na zdjeciu jest zarys trasy, po ktorej przemierzalem kontynent poludniowo-amerykanski, nie liczac Karaibow.

poniedziałek, 25 lutego 2008

Pamiatki - America Latina

A tu na zdjeciach pare pamiatek przywiezionych z Ameryki Poludniowej. Do tego trzeba dolozyc: kurtke skorzana z Boliwii, hamak z Paragwaju, sweterek z alpaki z Peru, obrazek z Haiti, banknoty, kupa monet z roznych krajow, jakies male ksiazeczki, mamajuane z Dominikany, yerba mate z Argentyny, muzyke z roznych krajow, filmy na dvd z Boliwii i Peru i to chyba wszystko. Tylko dzieki pomocy kolegow, z ktorymi tam bylem, dowiozlem to do Polski; wiec dzieki Marysia, Lukasz i Maja za pomoc.

niedziela, 17 lutego 2008

Suwalki - Polska

W Warszawie rozpakowywanie prezentow i kolo 22 jestesmy z powrotem na lotnisku, skad odbieramy Lukasza i Maje, ktorzy leca z Meksyku i wioza czesc mego bagazu (kolo 8kg-dzieki) i przez Bialystok o godz. 3:30 nad ranem docieram do Suwalk. Spotkania z kolegami, Dorado, Wigry i praca jako pilot, a wiec powrot do normalnego i codziennego zycia...

poniedziałek, 11 lutego 2008

Chicago - USA

W Chicago jest zima. Lot trwa 5 i pol godz. Wychodze z samolotu a tam -12stopni, a dookola prawdziwa zima-sniegu pol metra. Przy moim ubiorze nie za najlepsza temperatura. Wujek na lotnisku, ktorego nie widzialem 4 i pol roku od razu mnie rozpoznaje. Przylecialem tu na 4 dni glownie po to, by zobaczyc sie z wujkiem i ciocia i ewentualnie innymi znajomymi, ktorych poznalem podczas ostatniego z dluzszych pobytow w USA.
Cel swoj osiagnalem. Sytuacja w ciagu tych lat tak sie zmienila. Przede wszystkim ceny w sklepach przy tak niskim kursie dolara powoduja, ze sa na bardzo zblizonym poziomie jak w Polsce (tyskie 0.33l za 0.8$!, czy tez drob, inne mieso), nie tak jak te 4 i pol roku temu, kiedy wchodzac do sklepu widzialem, ze wszystko jest 2 razy drozsze. Oczywiscie elektorniki to nic nie przebije i jak kiedys bylo tanio, to teraz wszystko wydawalo sie duzo tansze. Ba, powstala nawet taka moda, ze przed swietami Polacy zaczeli latac na zakupy do Stanow.
Zakupy swoje robie w znanym przeze mnie sklepie BestBuy (www.bestbuy.com), plus kupa prezentow od wujostwa, cos z ubran. W sobote temperatura spada do -20stopni, a mroz jest potegowany przez silny wiatr. W niedziele wizyta w kosciele i na szczescie do poniedzialku nie pada snieg, tak jak mialo miejsce w srode (na dzien przed przylotem), kiedy to zawialo lotnisko O'Hare i ponad 1000lotow (!) zostalo odwolanych. Rano wujek mnie odwozi, a jak wsiadam najpierw do samolotu do Miami, tam 3godz postoju i lotem do Londynu docieram do Europy. O godz. 12:40 dnia nastepnego (godz opoznienia) czekaja na mnie rodzice z bratem i bratankiem na nowym terminalu Okecie.

środa, 6 lutego 2008

San Juan - Puerto Rico (USA)

Lot trwa 50minut. Ledwo, co sie wznieslismy, a juz trzeba ladowac. Dolatuje do San Juan, a wlasciwie na jego obrzeza. Puerto Rico oficjalnie jest czescia USA tak wiec potrzebna jest tu wiza do Stanow i obowiazuja te same erstrykcje oraz jest tu ta sama waluta, czyli dolar amerykanski. Jest godz. 9, wylot do Chicago mam o godz. 15:30 tak wiec mam dla siebie kolo 5 i pol godz. Mozna na Stare Miasto dojechac taxi za 20$, ja jednak wychodze na poziom odlotow (pietro wyzej niz przyloty) na przystanek autobusowy. Stad odjezdzaja autobusy nr C-45 lub B-40, ktorymi za 75c dojezdza sie do Isla Verde (10minut), a stamtad (dlugo sie nie czeka, max 10minut) jedzie sie nr A5 na Stare Miasto (75c, 35minut). Trzeba miec te 75centow w monetach, bo automat nie przyjmuje; ja tego nie mialem, ale ktorys z pasazerow mi rozmienil.
Docieram na Stare Miasto w San Juan. Wszedzie powiewaja flagi amerykanskie i portorykanskie. Mozna sie tu poslugiwac bez problemu angielskim, a nade wszystko hiszpanskim. Stare Miasto otoczone jest wysokim murem i na poczatku robie krotki sapcer wokol muru do fontanny La Princesa i wchodze przez Puerta San Juan na teren Starego Miasta. Pierwsze wrazenie: bardzo zadbane, zielone i jest tu ladniejsza architektura niz w Santo Domingo. Spaceruje od Katedry w dol do Parku las Palomas, gdzie siedzi mnostwo ptakow i nastepnie wracam na polnoc przez Plaza de Armas, San Jose w kierunku ciekawej twierdzy San Felipe del Morro (wejscie 3$). Obok znajduje sie cmentarz. Spacer koncze przy Plaza de Colon. Pozostaje mi jeszcze troche czasu, wiec ide jeszcze na Capitol, ktory mozna zwiedzac od wewnatrz. Urzeduje tam rzad portorykanski czesciowo uzalezniony od USA. Jest godz. 12:30, wiec wracam na dworzec i jade na lotnisko w ten sam sposob jak przyjechalem. Bagaz oddalem z rana. Jest cieplo, bo jest 30stopni. Wiem, ze w Chicago bedzie duzo chlodniej. Nie mam jak sie przebrac, wiec pozostaje mi wylot w tym czy jestem ubrany: krotkie spodenki i koszulka. Taki ubior zaskoczy wszystkich ludzi w Chicago, bo tam jest...

Podsumowanie - Dominicana

Kraj ciekawy i biedny. Nie udalo mi sie zobaczyc jednej z glownych atrakcji, gory Pico Duarte (3087m.n.p.m.)-najwyzszej gory na Karaibach, ale wyszlo to ze wzgledu na utrudniony dojazd oraz na to, ze wchodzac na ta gore trzeba posiwecic co najmniej 2dni.
Jednakze to co zobaczylem i przezylem pozostanie w mojej pamieci. Najbardziej podobal mi sie karnawal, stolica oraz plaze w Bavaro. Nie jest to kraj drogi, jednakze zakwaterowanie wyglada cenowo roznie. Mozna tu znalezc noclegi juz za 10$, ale jest to bardzo trudne. Oceniam go na 6 w skali 1-10.

Santo Domingo (2) - Dominicana

Przed wjazdem do stolicy chce jeszcze wykapac sie. Okazja do tego jest najblizej polozona Santo Domingo plaza w Boca Chica. Zachodze jeszcze na internet (1godz. 30pesos) i po 15 minutach spaceru od glownej drogi ide na plaze. Oczywiscie plaze w Bavaro sa bezkonkurencyjne, niemniej ta plaza wyglada o wiele ciekawiej. Denerwujacy sa sprzedawcy, ktorzy jakies duperelki staraja sie wcisnac kazdemu opalajacemu sie, podchodzac do kazdego co jakas minute. Nie za bardzo mi sie tu przez nich podoba, wiec opuszczam plaze i szybko zatgrzymuje jadaca guague do Santo Domingo (50pesos). Od razu kontaktuje sie z Lisa (tej u ktorej spalem podczas pierwszej nocy) i ide do niej do domu. Zostawiam plecak i zwiedzam miasto w ciagu dnia. Robie podobny spacer do tego, ktory robilem zaraz po przyjezdzie, z tym, ze teraz mam okazje zobaczyc wiekszosc interesujacych mnie rzeczy od wewnatrz. Najwieksza atrakcja sa Katedra przy Parku Colon (pierwsza katedra wybudowana w Nowym Swiecie) oraz muzeum Casas Reales (wejscie 15pesos z legitymacja ISEC), gdzie mozna zobaczyc pamiatki kolonialne, modele statkow, bron i inne militaria. Opuszczam Stare Miasto i ide w kierunku Parque Mirador del Este, by zobaczyc pomnik Faro a Colon. Trzeba przejsc przez most (nie ten wysoko, tylko ten nizej, otwierany-krotsza droga) i po 30minutach dochodzi sie pod Faro a Colon. Jest to wielki budynek na planie wielkiego krzyza postawiony na miejscu slamsow w 1992roku, czyli w 500-tna rocznice odkrycia Ameryki przez Kolumba. Wejscie kosztuje 100pesos, ale widze informacje, ze jest znizka dla studentow-10pesos. Oczywiscie jest gatka, ze to tylko dla studentow dominikanskich, ale po krotkiej rozmowie oraz przekonaniu, ze i tak za duzo nie zobacze, bo zabraklo swiatla, dostaje bilet za 10pesos. Przechodze obok malego mauzoleum obok ktorego stoi zolnierz. Troche mnie to zaciekawia i pytam sie go kogo pilnuje. A on na to, ze prochow Krzysztofa Kolumba! Nie wiedzialem, ze Kolumb jest tu pochowany. Okazalo sie, ze zmarl w Hiszpanii, ale rok pozniej zostal tutaj przetransportowany ze wzgledu na jego ostatnia wole: chcial spoczac kolo swego brata i kochanki, ktora byla z Dominikany. Ide dalej: lewy ciag sal jest poswiecony krajom, ktore posrednio i bezposrednio zostaly odkryte przez Kolumba (poczynajac od USA konczac na Argentynie, czyli wszystkie z polnocy na poludnie), a prawa czesc krajom, ktore byly zwiazane z Kolumbem (Hiszpania, Wlochy, lae tez i Rosja (!) czy Japonia (!)). Pomaga mi przy ogladaniu wystaw ufundowanych przez kazdy z krajow lampka-czolowka. Muzeum jest ciekawe i warte odwiedzenia.
Wracam taxi wieloosobowa do centrum i szukam transportu na lotnisko z rana (samolot mam na godz. 8 z rana). Jednak pierwsze pojazdy w kierunku lotniska ruszaja po godz. 6:15, wiec wracam do domu Lisy, odpoczywam troche i jade kolo godz. 21 z Parque Entiquillo za 50pesos na wylotowke w kierunku Boca Chica (ostatni guagua jedzie o godz. 22). Prosze o wyrzucenie mnie przy drodze w kierunku lotniska; tam lapie moto-taxi za 40pesos i jestem na lotnisku. Na parterze po rozmowie z ochrona, rozkladam karimate, plecak pod glowe i uderzam w kime. Budze sie rano przed godz. 6 i ide na odprawe. Krotka drzemka i jestem juz w samolocie do Puerto Rico.

Bávaro - Dominicana

Ostatnim przystankiem autobusow w Higuey jest wlasnie przystanek do Bavaro. Chce jechac tam przede wszystkim po to, by polezec te pare godzin wsrod najpiekniejszych plaz na Dominikanie.
Robie jeszcze male zakupy, kupuje Mamajuane: napoj alkoholowy zmieszany z korzeniami, winem i miodem-w koncu dzis jest ostatni wtorek przed postem, wiec trzeba swietowac. Ide na autobus (jezdza co 15minut) i place 90pesos i jade do Bavaro (1godz.). Wysiadam przy jednym z wielu wejsc na plaze. Widok jest przepiekny: palmy, blekitne, czysciutka woda, delikatny piasek, no i niestety kupa ludzi. Plaza, ktora ma 37km dlugosci jest jedna z najdluzszych i najpiekniejszych na Swiecie. Dzieki szumowi morza i wiatrowi nie slychac gwaru turystow (sporo z Rosji, Francji, USA). Mozna zamknac oczy, popijac Mamajuane i odpoczywac. Kolo godz. 19opuszczam plaze po 4godzinach pobytu na niej i zaczynam szukac jakiegos miejsca na rozbicie namiotu. Jest z tym strasznie ciezko, bo kazda wolna przestrzen jest zagospodarowana przez jakis hotel, nawet w miescie. Jezeli pojawia sie jakas przestrzen to jest to miejsce zabagnione. Rezygnuje ze spania w Bavaro i jade guagua (ostatni opuszcza Bavaro o godz. 22) do Higuey. Wysiadam na rogatkach miasta i po 10 minutach dochodze na jakies pole i rozbijam namiot. Budze sie kolo 6:30, zwijam namiot i ide do miasta. Trzeba przejsc kolo 45minut, by dotrzec na przystanek autobusow w kierunku stolicy. Autobusow jest sporo i za 140pesos jade w kierunku Santo Domingo.