środa, 6 lutego 2008

San Juan - Puerto Rico (USA)

Lot trwa 50minut. Ledwo, co sie wznieslismy, a juz trzeba ladowac. Dolatuje do San Juan, a wlasciwie na jego obrzeza. Puerto Rico oficjalnie jest czescia USA tak wiec potrzebna jest tu wiza do Stanow i obowiazuja te same erstrykcje oraz jest tu ta sama waluta, czyli dolar amerykanski. Jest godz. 9, wylot do Chicago mam o godz. 15:30 tak wiec mam dla siebie kolo 5 i pol godz. Mozna na Stare Miasto dojechac taxi za 20$, ja jednak wychodze na poziom odlotow (pietro wyzej niz przyloty) na przystanek autobusowy. Stad odjezdzaja autobusy nr C-45 lub B-40, ktorymi za 75c dojezdza sie do Isla Verde (10minut), a stamtad (dlugo sie nie czeka, max 10minut) jedzie sie nr A5 na Stare Miasto (75c, 35minut). Trzeba miec te 75centow w monetach, bo automat nie przyjmuje; ja tego nie mialem, ale ktorys z pasazerow mi rozmienil.
Docieram na Stare Miasto w San Juan. Wszedzie powiewaja flagi amerykanskie i portorykanskie. Mozna sie tu poslugiwac bez problemu angielskim, a nade wszystko hiszpanskim. Stare Miasto otoczone jest wysokim murem i na poczatku robie krotki sapcer wokol muru do fontanny La Princesa i wchodze przez Puerta San Juan na teren Starego Miasta. Pierwsze wrazenie: bardzo zadbane, zielone i jest tu ladniejsza architektura niz w Santo Domingo. Spaceruje od Katedry w dol do Parku las Palomas, gdzie siedzi mnostwo ptakow i nastepnie wracam na polnoc przez Plaza de Armas, San Jose w kierunku ciekawej twierdzy San Felipe del Morro (wejscie 3$). Obok znajduje sie cmentarz. Spacer koncze przy Plaza de Colon. Pozostaje mi jeszcze troche czasu, wiec ide jeszcze na Capitol, ktory mozna zwiedzac od wewnatrz. Urzeduje tam rzad portorykanski czesciowo uzalezniony od USA. Jest godz. 12:30, wiec wracam na dworzec i jade na lotnisko w ten sam sposob jak przyjechalem. Bagaz oddalem z rana. Jest cieplo, bo jest 30stopni. Wiem, ze w Chicago bedzie duzo chlodniej. Nie mam jak sie przebrac, wiec pozostaje mi wylot w tym czy jestem ubrany: krotkie spodenki i koszulka. Taki ubior zaskoczy wszystkich ludzi w Chicago, bo tam jest...

Brak komentarzy: