Podloga czy ziemia po kazdej nocy staje sie coraz bardziej miekka, czy to na lotnisku w BA, czy w namiocie, czy tez u siostr w Rio. Dla czlowieka drogi nie ma to wiekszego znaczenia, najwazniejsze, aby na glowe nie kapalo :)
Krotkie, bo zaledwie 3h snu i ruszamy do odprawy. Okazuje sie, ze podatek wyolotowy musial byc wliczony w cene biletu, bo nie musimy placic 18$ (nikt nas nie zatrzymuje przy odprawie). Lot trwa 3,5h, a samolot jest pelen narodu z gwiazda: mlodych ludzi, ktorzy zaraz po 2-letniej armii, jeszcze przed wkorczeniem w dorosle zycie, jezdza za odlozone pieniadze z zoldu (nie jest to malo) po Swiecie. Pilot poinformowal, ze w Ushuaia jest 7stopni. Dla nas jest to od
miana. Na lotnisku wyrywkowa kontrola bagazy-sprawdzaja czy nikt nie wwozi jedzenia: kto to robi musi zjesc na miejscu lub wyrzucic. Nas na szczescie nie wyciagaja z kolejki, dostajemy mape w IT (informacja turystyczna), pytamy sie o cene wynajmu auta w AVIS na 5 dni tak, by oddac w Mendozie (2100$-smiech na sali) i ruszamy do centrum. Zakladamy zakryte buty (ja nosilem sandaly przez poltorej miesiaca i teraz chce sprawdzic jak sie sprawdza nowe buty zakupione w Boliwii po tym, jak moje stare sie rozpadly) oraz polary, czapki. Taxi do miasta kosztuje 20pesos, przystanek autobusowy jest, ale autobusow nie ma, wiec ruszamy na piechote. Zimno potegowane jest przez arktyczny wiatr. Pierwsze wrazenie: ladnie polowzone miasto nad zatoka pod lekko osniezonymi gorami. Po 4-kilometrowym spacerze docieramy do centrum do IT. Wysylam kartki do Polski (znaczek 4,5 pesos, 1.5-2pesos za pocztowke). Z noclegami tanimi jest duzy problem. Jestesmy w hostelu Cruz del Sur (blisko IT, Gobernador Deloqui 636, http://www.xdelsur.com.ar/ ), gdzie nocleg kosztuje 40pesos ze sniadaniem, ale nie ma miejsc. W innych podobnie (Posada del Duende, Gob. Deloqui 1482, e-mail: posadadelduende@hotmail.com, 30pesos za osobe, czy tez Torre Al Sur, http://www.torrealsur.com.ar/, 36pesos lub Patagonia Pais, Av. Alem 152, 32pesos, e-mail: patagoniapais@hotmail.com).
miana. Na lotnisku wyrywkowa kontrola bagazy-sprawdzaja czy nikt nie wwozi jedzenia: kto to robi musi zjesc na miejscu lub wyrzucic. Nas na szczescie nie wyciagaja z kolejki, dostajemy mape w IT (informacja turystyczna), pytamy sie o cene wynajmu auta w AVIS na 5 dni tak, by oddac w Mendozie (2100$-smiech na sali) i ruszamy do centrum. Zakladamy zakryte buty (ja nosilem sandaly przez poltorej miesiaca i teraz chce sprawdzic jak sie sprawdza nowe buty zakupione w Boliwii po tym, jak moje stare sie rozpadly) oraz polary, czapki. Taxi do miasta kosztuje 20pesos, przystanek autobusowy jest, ale autobusow nie ma, wiec ruszamy na piechote. Zimno potegowane jest przez arktyczny wiatr. Pierwsze wrazenie: ladnie polowzone miasto nad zatoka pod lekko osniezonymi gorami. Po 4-kilometrowym spacerze docieramy do centrum do IT. Wysylam kartki do Polski (znaczek 4,5 pesos, 1.5-2pesos za pocztowke). Z noclegami tanimi jest duzy problem. Jestesmy w hostelu Cruz del Sur (blisko IT, Gobernador Deloqui 636, http://www.xdelsur.com.ar/ ), gdzie nocleg kosztuje 40pesos ze sniadaniem, ale nie ma miejsc. W innych podobnie (Posada del Duende, Gob. Deloqui 1482, e-mail: posadadelduende@hotmail.com, 30pesos za osobe, czy tez Torre Al Sur, http://www.torrealsur.com.ar/, 36pesos lub Patagonia Pais, Av. Alem 152, 32pesos, e-mail: patagoniapais@hotmail.com). W agencji turystycznej Tecni-Austrial, przy ul. Roca 157, pytamy sie o autobusy do Rio Gallegos. Odjezdzaja o 5:30 rano, codziennie za 125pesos (12h jazdy). Jest mozliwe polaczenie do El Calafate za 160 pesos. Z miejscami tez nienajlepiej. Ogolnie ceny ze wzgledu na to, ze jest tu sezon poszly mocno w gore. Sa tez wyzieczki, ale tez dosyc drogie: na oglodanie lwow morskich od
30$, za caly dzien plywania 100$ (jakas latarnia morska i cos jeszcze w programie). Ale najwiecej trzeba zaplacic jak ktos chce przedostac sie na druga strone do Chile, bo 160$ za bilet powrotny, moze na pol godz rejsu. No coz, jest tam przyladek Horn, moze innym razem. Wycieczka 10 dni na Antarktyde Last Minute 4500$. Kupujemy jeszcze gaz turystyczny za 16pesos (w Polsce 19zl) i ogolnie duzo rzeczy turystycznych bylo tanszych. Spowodowane jest to tym, ze Ziemia Ognista jest w specjalnej strefie ekonomicznej i sprzedawcy nie musz placic 20% podatku.
30$, za caly dzien plywania 100$ (jakas latarnia morska i cos jeszcze w programie). Ale najwiecej trzeba zaplacic jak ktos chce przedostac sie na druga strone do Chile, bo 160$ za bilet powrotny, moze na pol godz rejsu. No coz, jest tam przyladek Horn, moze innym razem. Wycieczka 10 dni na Antarktyde Last Minute 4500$. Kupujemy jeszcze gaz turystyczny za 16pesos (w Polsce 19zl) i ogolnie duzo rzeczy turystycznych bylo tanszych. Spowodowane jest to tym, ze Ziemia Ognista jest w specjalnej strefie ekonomicznej i sprzedawcy nie musz placic 20% podatku.Naszym celem jest Park Narodowy Ziemi Ognistej. Ruszamy na przystanek do busikow (za IT) i cena wynosi 35pesos za porowtny i powrot samemu sie ustala. Taxi do bramy wjazdowej kosztuje 15pesos, ale nie wiadomo, co z poworotem, wiec wybralismy busik i umowilismy sie na powrot za 2 dni na godz. 10 (niedziela).
Wyjezdzamy z Ushuaia i zaczyna sie zwirowa droga, zatrzymujemy sie przy bramie wjazdowej i placimy za wejscie po 30pesos za wstep (Argentynczycy 4pesos, ech...) i kierowca podwozi nas do Zatoki Zaratiegu, skad spacerujemy 10km wzdluz wybrzeza kanalu Neagle do 2 be
zplatnych campingow w poblizu Zatoki Lapatia. Widoki po drodze fajne. Z przejsciem kazdego kilometra jest inne spojrzenie na gory po stronie chilijskiej.
zplatnych campingow w poblizu Zatoki Lapatia. Widoki po drodze fajne. Z przejsciem kazdego kilometra jest inne spojrzenie na gory po stronie chilijskiej. Na campingu (bardzo ladnie polozony nad rzeka) rozbijamy prawie w samotnosci namiot: Dookola nas skacze mnostwo zajacow i lata duzych i mniejszych ptakow, nazw ktorych nie znam, a ktore nie baly sie blisko podchodzic. Po ognisku po godz 23 idziemy spac. Jest jeszcze jasno, bo jestesmy blisko Antarktydy (1000km) i mamy dzien polarny, tak wiec Slonce zachodzi tu kolo 24, by wzejsc okolo godz.3. Zaskoczylo nas to, ze po parku jezdzi duzo aut, kurzac pieszych turystow niemilosiernie.
Budzimy sie o godz 11 po 12 godzinach snu. Zmeczenie dalo nam sie we znaki. Zwijamy namiot i chowamy bagaze do pobliskiej rury kanalizacyjnej. Dzisiaj naszym celem jest wejscie na niewielka gore Cerro Guanaco (973m.n.p.m.-4km w jedna strone). Przechodzimy przez platny camping nad jeziorem Roca (okroponosc ze wzgledu na duza liczbe ludzi). Trud, ktory trwal 5godz.
(wejscie i zejscie) byl wart zmeczenia. Wracamy do rury, bierzemy plecaki, stawiamy namiot i idziemy do konca drogi nr 3. Na naszym campingu spotykamy malzenstwo z Niemiec. Prawie dziadki majace 67 lat jezdza swoim autem po Ameryce Pd przez rok. Zaplacili za przewoz swej przerobionej Toyoty z Hamburga plus za siebie 4100euro. Podziwiam takich ludzi-super spedzanie "jesieni wieku".
(wejscie i zejscie) byl wart zmeczenia. Wracamy do rury, bierzemy plecaki, stawiamy namiot i idziemy do konca drogi nr 3. Na naszym campingu spotykamy malzenstwo z Niemiec. Prawie dziadki majace 67 lat jezdza swoim autem po Ameryce Pd przez rok. Zaplacili za przewoz swej przerobionej Toyoty z Hamburga plus za siebie 4100euro. Podziwiam takich ludzi-super spedzanie "jesieni wieku".Jestsemy na koncu Swiata, czyli nad Zatoka Lapatia. Tu konczy sie droga nr 3 i stad do Buenos Aires jest 3063km. Spotykamy tam Ukraincow z USA. Po drodze szukamy bobrow i wracamy na nocleg.
Nastepnego dnia z platnego campingu ruszamy busikiem do Ushuaia. Robimy zakupy i stawiamy pytanie: jak daleko mozna zajechac stopem z konca Swiata? Mnie troche goni czas: mamy 13stycznia, a mam samolot z Limy oddalonej o okolo 6000km za 16dni. Probujemy? Oczywiscie!
Wychodzimy na wylotowke (a wlasciwie podjezdzamy, bo zabieraja nas w polowie miasta na wylotowa stacje benzynowa mieszkancy),a tam tlum autostopowiczow. Kurcze!
Na stacji 2 Argetinos, ktorzy chyba czekaja az ktos podjedzie pod nich i zaprosi do auta, bo w ogole nie chodza i nie pytaja; a za zakretem czeka jakas para. My stajemy miedzy nimi i po pol godzinie zabiera nas zakryta paka. Krajobraz sie zmienia na stepowy i ten nudny widok bedzie nam towarzyszyl przez cala Patagonie. Czasami przez droge przeskoczy jakies guanaco (podobne do lamy) lub Choike-strus patagonski. Nastepny stop zabiera nas pod Rio Grande, a nastepny przez miasteczko, gdzie widzimy pomniki po wojnie z Wlk. Brytania z 1982r. Wyrzuca nas na wylotowce. Czekamy 2godz. i nic nie chce nas zabrac. Ide na strone, by zalatwic potrzebe i nagle Maja krzyczy, ze jest auto. Nareszcie! Okazuje sie, ze zabieraja nas 2 dziweczyny, ktore widzialy nas wczesniej i postanowily nas bezinteresownie zawiezc do granicy w San Sebastian mimo, ze tam nie jada-jest to 80km! Wow!
Na stacji 2 Argetinos, ktorzy chyba czekaja az ktos podjedzie pod nich i zaprosi do auta, bo w ogole nie chodza i nie pytaja; a za zakretem czeka jakas para. My stajemy miedzy nimi i po pol godzinie zabiera nas zakryta paka. Krajobraz sie zmienia na stepowy i ten nudny widok bedzie nam towarzyszyl przez cala Patagonie. Czasami przez droge przeskoczy jakies guanaco (podobne do lamy) lub Choike-strus patagonski. Nastepny stop zabiera nas pod Rio Grande, a nastepny przez miasteczko, gdzie widzimy pomniki po wojnie z Wlk. Brytania z 1982r. Wyrzuca nas na wylotowce. Czekamy 2godz. i nic nie chce nas zabrac. Ide na strone, by zalatwic potrzebe i nagle Maja krzyczy, ze jest auto. Nareszcie! Okazuje sie, ze zabieraja nas 2 dziweczyny, ktore widzialy nas wczesniej i postanowily nas bezinteresownie zawiezc do granicy w San Sebastian mimo, ze tam nie jada-jest to 80km! Wow! Dziekujemy dziewczynom, kiedy dowoza nas pod granice. Chile jest za 15km, a tu jest odprawa argentynska. Mile jestesmy przywitani przez pogranicznikow, ktorzy wskazali nam toalety, prysznice i specjalna poczekalnie! A tam kuchnia, lawki, stoly! To dopiero granica. Od razy przypomina nam sie przejscie boliwijsko-paragwajskie w Ibibobo, gdzie nic nie bylo, a tu jest
wszystko. Nie czekamy 3minut, jak podjezdza pickupem 23-letni Chilijczyk, ktory jedzie do Punto Arenas i nas zabierze do rozjazdu na Rio Gallegos. Za przejsciem konczy sie asfalt i podjezdzamy pod odprawe chilijska. Tam wielkie plakaty informujace, ze nie mozna wwozic zadnych owocow i produktow pochodzenia zwierzecego. My pochowalismy konserwy duzo wczesniej, ale i tak nie jestesmy sprawdzani, bo deklarujemy tranzyt. Po okolo 20km wpadamy na piasku wniegrozny poslizg, bo dzieki Bogu jedziemy tylko 50km´h. Wpadamy do rowu i lapiemy gume. Kierowca mowi, ze normalnie jezdzi ta droga 130km´h i jechal tak wolno tylko dlatego, ze nas wiozl. No coz, cos lub ktos pisze te karty losu.
wszystko. Nie czekamy 3minut, jak podjezdza pickupem 23-letni Chilijczyk, ktory jedzie do Punto Arenas i nas zabierze do rozjazdu na Rio Gallegos. Za przejsciem konczy sie asfalt i podjezdzamy pod odprawe chilijska. Tam wielkie plakaty informujace, ze nie mozna wwozic zadnych owocow i produktow pochodzenia zwierzecego. My pochowalismy konserwy duzo wczesniej, ale i tak nie jestesmy sprawdzani, bo deklarujemy tranzyt. Po okolo 20km wpadamy na piasku wniegrozny poslizg, bo dzieki Bogu jedziemy tylko 50km´h. Wpadamy do rowu i lapiemy gume. Kierowca mowi, ze normalnie jezdzi ta droga 130km´h i jechal tak wolno tylko dlatego, ze nas wiozl. No coz, cos lub ktos pisze te karty losu. Na prom przez Ciesnine Magellana docieramy o godz. 24, a prom przyplywa za godz. Kolo godz. 2 nasz kierowca nas zostawia. Znajdujemy jakies krzaki (trudno o to na Patagoni) i rozbijamy namiot. Za nami 480km stopem z Ushuaia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz