środa, 30 stycznia 2008

Santo Domingo - Dominicana

1$=33.75peso dominikanskie (na lotnisku kurs 1$=30.5pesos), 1godz do przodu w stosunku do czasu w Miami i Limie (czyli 5godz. mniej do polskiego).
Laduje w Miami o godz. 13:20.Ruszam do doprawy i tam spotykam tego samego oficera (sztywniaka), ktory mnie tak meczyl (przez ponad 10minut) podczas ostatniej odprawy. I co ciekawe pamietal mnie (tez bym zapamietal osobe, z ktora tak dlugo rozmawialem w stosunku do innych). Jak zapytal, co robilem w Ameyce Pd. to mu odpowiedzialem, ze m.in. bylem ze znajomymi w Brazylii,w Rio na sylwestra. To wowczas zapytal-ile dziewczyn zesmy poderwali-proste myslenie amerykanskie...
Zanim odebralem bagaze, robi sie godz. 14:55, a za godz i minut 5 mam miec odlot. Ale na szczescie i nieszczescie lot jest opozniony o ponad godzine. Wychodze jeszcze tylko na chwile na zewnatrz, by sprawdzic temp (cieplo-24stopnie) i czekajac na odprawe,szukam internetu, ktorego nie moge znalezc na lotnisku.
Lot trwa 2godz i 15minut i do jedzenia nic nie bylo. Ba nawet za sluchawki kazali placiec-2$. Laduje o 20:30. Jest juz ciemno. Przed odprawa kupuje karte turystyczna za 10$ (obwiazkowo) i po odprawie kontaktuje sie z Liza z CS,u ktorej mam zostac jedna noc. Potwierdza, ze nie ma problemu i ze moge przybywac,wiec aby wydostac sie z lotniska (mozna wziazc taxi za 40$ do Santo Domingo). Biore najpierw moto-taxi, ktore podwozi mnie za 50pesos 2km do autostrady, skda lapie busik,ktory nazywa sie tu guagua za 30pesos (jezdza do 22) do Santo Domingo do Parku Enriquillo. A ze Lisa mieszka w Zona Colonial, czyli w centrum,to musze dojechac do Parku Independencia. Troche dziwnie sie czuje,bo jestem od razu rozpoznawalny jako turysta-wszyscy rdzenni mieszkancy maja ciemniejsza skore-a poza tym jez hiszpanski jest tu dla mnie prawie niezrozumialy: bede musial sie przyzwyczaic do tego ich dialektu. Biore od razu z parku Enriquillo nieoznakowane taxi wieloosobowe (tu sie troche balem jak wsiadlem) i za 24pesos dojezdzam do parku. Stamtad dzwonie do Lizy, ktora przychodzi ze swoim chlopwkiem i idziemy do nich do domu. Nastepnie robimy spacer noca po m.in. ulicy El Conde, kolo Katedry, do portu, obok domu Kolumba i innych zabytkow. Poznaje szybko, ze zabudowa stolicy Dominikany nie jest jako miasta kolonialnego taka sama jak tych miast z Ameryki Pd: duzo skromniej, brak ozdobien, ale mimo wszystko wypada niezle. Na ulicach duzo ludzi,ktorzy prosza o kase i w sumie gdybym nie byz moimi znajomymi to troche bym sie obawial zwyklych przechodniow. Poza tym dowiaduje sie, ze Diminikana, jak i Haiti ma ogromny problem z prostytucja i AIDS. W tej czesci Swiata to kraje nr 1, jesli chodzi o AIDS, a poderwac dziewczyne tu, to tak jak pstryknac palcem.
Kupuje znany rum Brugal (butelka 350ml za 140pesos) i wraz z chlopakiem Lizy, Luisem wypelniamy ostatnie godziny poznego juz wieczoru popijajac dominkanski rum (ponoc slynny Burgal). Nastepnego dnia z rana biore prysznic. Co ciekawe nie ma tu kurkow z zimna i ciepla woda, jest tylko jeden-z zimna, ale ozezwiajaca. Zostawiam pare rzeczy u Lisy (szczegolnie tych cieplych, bo na Dominikanie jest kolo 25-30stopni, a cieple rzeczy przydadza mi sie w zasniezonym Chicago) i ruszam w kierunku parku Independencia, a nastepnie mam plan, by pojechac dzis w kierunku Haiti.
Do Haiti mozna dostac sie na rozne sposoby: transportem kombinowanym, czyli do Jimani (300pesos) po to, by m.in. po drodze zatrzymac sie wczesniej nad jeziorem Enriquillo, gdzie mieszkaja krokodyle (taki byl moj pierwotny plan) i nastepnie przekroczyc granice na piechote podjezdzajac moto-taxi, a nastepnie jadac taptapem dojechac do Port-au-Prince; lub pojechac jedna z firm przewozowych do stolicy (Carribe Tours, http://www.caribetours.com.do/, Cena w jedna strone 75$, tam i zpowrotem 100$). Jest jeszcze trzeci sposob, ktory chce najpierw sprawdzic. Otoz mozna udac sie pod ambasade Haiti, ktora ma siedzibe przy 33Av Juan Sanchez Ramirez (prostopadla do Av. Maximo Gomez), skad odjezdzaja z rana busiki do stolicy Haiti. Robie jeszcze male zakupy (8bulek za 45pesos, butelka wody za 25pesos) i ide pod ambasade. Stoi juz busik (jest godz 10:45), gdzie laduja sie ludzie. Pytam sie o cene i wynosi ona 700pesos. Mysle sobie, ze jest to dobra cena i postanawiam odpuscic jezioro po drodze, a ze ubezpieczenie na bagaz zaczyna sie dzisiaj, to postanawiam jechac na Haiti. Zapewniaja mnie jescze, ze na miejscu mamy byc za 5godz, wiec jeszcze za widnia, wiec to jest jeszcze lepiej. Przy wsiadaniu pyataja sie mnie, czy potrafie rozmawiac po francusku lub kreolsku (oficjalne jezyki na Haiti). Ja mowie, ze nie-pokiwali tylko glowami i powiedzieli: mozesz miec ciezko. Ruszamy po godz. 11:15 jak sie zapelnil busik (normalnie sa 2 z rana: po godz.9 i po 10:30 jak sie zapelnia). Najpierw jedna z pan opowiada jak to bylo dzis makabrycznie zimno w nocy: zmarzla jak cholera i wydawalo sie jej, ze woda zamarza w kaluzach, a tak naprawde dzis w nocy bylo max 8stopni (wiem, bo spalem przy otwartym oknie)-no coz, Dominikanczycy nie sa przyzwyczajeni do zimna. Busik robi postoj po 2godz. na jedzeni i dopada mnie grupka chlopakow proszac o pieniadze. Ma mi to towarzyszyc podczas calego pobytu na Dominikanie.
Kiedy ruszamy ktos z pasazerow zaczyna spiewac. Wytwarza sie bardzo fajny klimat. Jeziemy nad jeziorem Enriquillo (tym z tymi krokodylami) i wkocu dojezdzamy do granicy. Najpierw otwiera sie brama na wjazd. Czuje szie troche, jakbym wjezdzal do innego Swiata-brama zawsze symbolizuje jakies odizolowanie. A tu-mam wjechac do kraju Swiata Trzeciego. Z naszego busika kobiecina zabiera paszporty i idze ze mna do odprawy. Place za pieczatke od slozb granicznych 5$ i zanosi moj paszport do celnikow. Nie jest w ciemie bita, bo wie, ze obcokrajowiec musi placic za ta druga pieczatke 20$, wiec wyciaga to ode mnie i idzie do nich. Ja jej mowie, ze pojde tam tez z nia. Sluzba celna daje pieczatke w paszporcie, ze sa oplaceni, ale ja tez w ciemie bity nie jestem, wiec prosze o kwitek. Troche z laski daja mi go i wychodze przed busika. Czas na wymiane kasy. Ile za dolara? Wiem, ze gourdes, czyli waluta Haiti jest podobna do dominikanskiej (1=1), wiec sie pytam. Spodziewam dostac kolo 33gourdes za 1$, a tu mi mowia, ze dostane 6,9 czegos tam. Powstalo male zamieszanie, bo ja tu nie moge sie z cinckiarzami dogadac, do tego doszlo stado czarnych dzieciakow, ktore podchodzilo i prosilo o kase, no a na domiar wszystkiego kierowca zaczal krzyczec, ze czas juz jechac. W koncu dowiedzialem sie o co chodzi w tym zawilym systemie walutowym: 1$=33gourdes=6.9haitanskich dolarow. Wymieniam troche kasy i wjezdzam do Haiti.

Brak komentarzy: