O godz. 9 budzimy sie i wychodzimy na droge, a tam przenikliwy wiatr-prawie jak w kieleckim :) Zatrzymuje sie mieszkaniec jakiejs miejscowosci oddalonej o 10km i pyta sie gdzie jedziemy. My, ze do granicy. On tak mysli i mysli i mowi: dobra. Jedliscie sniadanie? My ze tak. Ale to nic.
Zajedziemy do mnie do domu, tam wypijecie kawe i podrzuce Was do granicy (40km)! WoW! Kolejny raz niesamowity wyraz dobroci. W domu dostajemy super sniadanie i ciepla kawe. A najfajniejsze jest to, ze nie pytaja nas skad jestesmy, tylko po prostu nas goszcza. Potem razem z wnukami naszego kierowcy, ktorzy sa uczesani jak przedstawiciele rodziny Carleone, podrzucaja nas do granicy. Tam maly kociol, bo na odprawe wjechaly 3 autobusy pelne pasazerow. Po otrzymaniu pieczatke chilijskich pytamy pogranicznika o odprawe argentynska. On mowi: en 400metros de curva terminal, czyli po przeczytaniu po Polsku za 400metrow terminal kur... Zakret po hiszp to nasze najbrzydsze slowo, ale ilekroc go slyszymy, usmiechamy sie. I z tego terminalu lapiemy stopa do Rio Gallegos (600km stopem od Ushuaia), robimy tu zakupy (np. winko za 1.9pesos-smaczne :)) i ruszamy na wylotowke. Sprawdzam tez ceny autobusow: do BA 348pesos (samolot rzeczywiscie sie oplacal), Bariloche (210pesos), El Calafate 40pesos.
Zajedziemy do mnie do domu, tam wypijecie kawe i podrzuce Was do granicy (40km)! WoW! Kolejny raz niesamowity wyraz dobroci. W domu dostajemy super sniadanie i ciepla kawe. A najfajniejsze jest to, ze nie pytaja nas skad jestesmy, tylko po prostu nas goszcza. Potem razem z wnukami naszego kierowcy, ktorzy sa uczesani jak przedstawiciele rodziny Carleone, podrzucaja nas do granicy. Tam maly kociol, bo na odprawe wjechaly 3 autobusy pelne pasazerow. Po otrzymaniu pieczatke chilijskich pytamy pogranicznika o odprawe argentynska. On mowi: en 400metros de curva terminal, czyli po przeczytaniu po Polsku za 400metrow terminal kur... Zakret po hiszp to nasze najbrzydsze slowo, ale ilekroc go slyszymy, usmiechamy sie. I z tego terminalu lapiemy stopa do Rio Gallegos (600km stopem od Ushuaia), robimy tu zakupy (np. winko za 1.9pesos-smaczne :)) i ruszamy na wylotowke. Sprawdzam tez ceny autobusow: do BA 348pesos (samolot rzeczywiscie sie oplacal), Bariloche (210pesos), El Calafate 40pesos.Na wyolotowce pierszw auto zabiera nas 50km od miasta na skrzyzoanie z droga nr 5 i stamtad razem z dentysta zabieramy sie do El Calafate. Przed wjazdem zaczynaja sie gory (widoki podobne jak te w Islandii). Dentysta mowi, ze moze nas jutro zabrac do najlepszego lod
owca za 250pesos, czyli tak jak bierze taxi (80km od Calafate). Zegnamy sie z nim w El Calafate (900km stopem od Ushuaia) i idziemy do IT. Tam dowiadujemy sie o cenach wycieczek. Koszt dojazdu do lodowca Puerto Moreno to 60pesos powrotny za osobe i wstep do parku 40pesos. I to wszystko za ogladanie lodowca, ktory na zdjeciach nie wyglada rewelacyjnie. Podobne widoki mielismy na Islandii, wiec rezygnujemy z tego na korzysc ogladania parku od strony polnocnej, czyli El Chalten (bilet tam kosztuje 40pesos). Idziemy na miejski camping za 12pesos i bierzemy w koncu prysznic. Noclegi sa, najnizsze ceny to 30pesos, ale brak miejsc.
owca za 250pesos, czyli tak jak bierze taxi (80km od Calafate). Zegnamy sie z nim w El Calafate (900km stopem od Ushuaia) i idziemy do IT. Tam dowiadujemy sie o cenach wycieczek. Koszt dojazdu do lodowca Puerto Moreno to 60pesos powrotny za osobe i wstep do parku 40pesos. I to wszystko za ogladanie lodowca, ktory na zdjeciach nie wyglada rewelacyjnie. Podobne widoki mielismy na Islandii, wiec rezygnujemy z tego na korzysc ogladania parku od strony polnocnej, czyli El Chalten (bilet tam kosztuje 40pesos). Idziemy na miejski camping za 12pesos i bierzemy w koncu prysznic. Noclegi sa, najnizsze ceny to 30pesos, ale brak miejsc. Nastepnego dnia idziemy na wylotowke, skad podjezdzamy na zjazd na lotnisko. Tam sie rozdzielamy (ja sam) i jade do skrzyzowania, skad bezposrednio w ciagu minuty lapie auto do El Chalten. Jade z wlascicielem jednej z Cabañas, czyli domkow na wynajem. Jakby kogos interesowalo to http://www.cabanasviejoaeropuerto.com/ . Przyblizajac sie do El Chalten, przybliza sie tez zlowroga gora Fitz Roy (3405m). Ginie ponoc na niej rokrocznie kilku alpinistow, probujac ja zdobyc, a ze my alpinistami nie jestesmy, wiec jedziemy do parku, by pospacerowac po "spokojnych" sciezkach. Popjamy mate i jemy owoce calafate. Docieramy do El Chalten i spaceruje po niewielkim (1000 mieszkacow) miasteczku. Za 30minut spotykam Lukasza i Maje, ktorzy dotarli tu zaraz po mnie. Noclegi tu najtansze po 30pesos. Zostawiamy plecak w p
rzechowalni w hostelu Rancho Grande przy Av. San Martin 724 (4 pesos za dzien) i idziemy na szlak. Wybieramy sciezke pod Fitza (9,5km, 3h) do campingu Poicenot (bezplatny). Widoki piekne. Docieramy do troche zaludnionego campingu i hop do spiworka. Budze sie kolo 4 nad ranem z powodu zimna. Na zewnatrz kolo 3stopni. Mam za lichy spiworek na takie temperatury. O godz. 5 budzi nas budzik i wyruszam nad jez. Laguna de Los Tres (3km, 1h), by podziwiac piekny wschod Slonca, ktory rozpoczyna sie po godz. 7 nad ranem. Slonce jest troche za chmurami, ale efekt porannego Slonca i gra kolorow jest widoczna przez kilka chwil. Schodzimy na camping, zwijamy namiot i idziemy na Laguna Torre (2.5h), z ktorego rozpozciera sie piekny widok na Cerro Torre (3102m.n.p.m.)-rowniez zabojczy szczyt dla wielu alpinistow. Stamtad wracamy do El Chalten. Ceny w sklepach iscie chilijskie (czyli drogo), kg chleba za 5pesos, woda 3.5pesos, ale piwo za jednego litra znajdujemy za 4pesos. Wychodzimy na wylotowke i lapiemy stopa z powortem na droge nr5 Rio Gallegos-El Calafate. TAm juz rozbijamy namiot. Wieje jak cholera, ale co ciekawe: w momencie kiedy przestaje swiecic Slonce (zachod) od razu cichnie.
rzechowalni w hostelu Rancho Grande przy Av. San Martin 724 (4 pesos za dzien) i idziemy na szlak. Wybieramy sciezke pod Fitza (9,5km, 3h) do campingu Poicenot (bezplatny). Widoki piekne. Docieramy do troche zaludnionego campingu i hop do spiworka. Budze sie kolo 4 nad ranem z powodu zimna. Na zewnatrz kolo 3stopni. Mam za lichy spiworek na takie temperatury. O godz. 5 budzi nas budzik i wyruszam nad jez. Laguna de Los Tres (3km, 1h), by podziwiac piekny wschod Slonca, ktory rozpoczyna sie po godz. 7 nad ranem. Slonce jest troche za chmurami, ale efekt porannego Slonca i gra kolorow jest widoczna przez kilka chwil. Schodzimy na camping, zwijamy namiot i idziemy na Laguna Torre (2.5h), z ktorego rozpozciera sie piekny widok na Cerro Torre (3102m.n.p.m.)-rowniez zabojczy szczyt dla wielu alpinistow. Stamtad wracamy do El Chalten. Ceny w sklepach iscie chilijskie (czyli drogo), kg chleba za 5pesos, woda 3.5pesos, ale piwo za jednego litra znajdujemy za 4pesos. Wychodzimy na wylotowke i lapiemy stopa z powortem na droge nr5 Rio Gallegos-El Calafate. TAm juz rozbijamy namiot. Wieje jak cholera, ale co ciekawe: w momencie kiedy przestaje swiecic Slonce (zachod) od razu cichnie. Nastepnego dnia podjezdzamy do drogi nr 3 (1450km stopem od Ushuaia) i sie rozdzielamy. Miejscem spotkania ma byc Trelew. Lukasz z Maja jada pierwsi, a ja za 15minut lapie mala ciezarowke. Wlecze sie okroponie, bo jedzie 70km´h, a ze w Argentynie, a szczegolnie
w Patagonii nikt nie przestrzega predkosci to wszyscy ze swistem nas mijaja. Facet ma jechac do Fitz Roy (615km od skrzyzowania). Patrze na zegarek, a tu mi wychodzi, ze w takim tempie to bedziemy na miejscu o godz. 4 nad ranem. Mi to pasuje, dlatego ze Lukasz ma namiot, a ja spedze ta noc w drodze. Gosciu zatrzymuje sie na jednym z poboczow i stwierdza, ze wycieklo mu paliwo przez filtr. Dobrze, ze wozi zapas, ktory dolewa po dokreceniu filtru paliwowego. Na stacji benzynowej bawi sie z godz z szyba, a najbardziej mnie wkurza, jak dojezdzjac na stacje benzynowa w Puerto San Julian (360km od skrzyzowania, skad mnie zabral) pyta sie co ja zrobie bez namiotu. Ja mu na to: jak to? Ni jedziesz dalej. A on na to, ze jest za bardzo zmeczony i pojedzie jutro o 7 nad ranem. A niech go szlag. Na szczescie w poblizu stacji sa domki drewniane w budowie z daszkeim, w jednym z nich spie. Budzi mnie poranny deszcz i prznikliwy wiatr (standart). Ide na stacje po 6 rano. Zaczyna sie przejasniac. Biore prysznic za 2 pesos i pytam pierwszego goscia, ktory podjechal, czy jedzie na polnoc. Mowi, ze tak i ze mnie zawiezie tam, gdzie chce, czyli do Trelew. Super-stop na 850km! Droga jest nudna, monotonna: step, step i step z malymi gdzieniegdzie krzaczkami. Miasta (ba, wioski) sa co okolo 200km, a stacje benzynowe co 100-150km. Droge urozmaicaja zwierzeta oraz co jakies 100km zapach rozkladajacego sie skunsa. Krajobraz zmienia sie na granicy stanow Santa Cruz i Chubut oraz przy Comodoro Rivadavia, gdzie sa gorki i Morze Argentynskie. Tereny te sa miejscem wydobycia ropy o czym sie swiadcza szyby naftowe (podobne do tych, co w Azerbejdzanie, tyle ze mniej). Dojezdzamy do Trelew i wysiadam na obwodnicy.
w Patagonii nikt nie przestrzega predkosci to wszyscy ze swistem nas mijaja. Facet ma jechac do Fitz Roy (615km od skrzyzowania). Patrze na zegarek, a tu mi wychodzi, ze w takim tempie to bedziemy na miejscu o godz. 4 nad ranem. Mi to pasuje, dlatego ze Lukasz ma namiot, a ja spedze ta noc w drodze. Gosciu zatrzymuje sie na jednym z poboczow i stwierdza, ze wycieklo mu paliwo przez filtr. Dobrze, ze wozi zapas, ktory dolewa po dokreceniu filtru paliwowego. Na stacji benzynowej bawi sie z godz z szyba, a najbardziej mnie wkurza, jak dojezdzjac na stacje benzynowa w Puerto San Julian (360km od skrzyzowania, skad mnie zabral) pyta sie co ja zrobie bez namiotu. Ja mu na to: jak to? Ni jedziesz dalej. A on na to, ze jest za bardzo zmeczony i pojedzie jutro o 7 nad ranem. A niech go szlag. Na szczescie w poblizu stacji sa domki drewniane w budowie z daszkeim, w jednym z nich spie. Budzi mnie poranny deszcz i prznikliwy wiatr (standart). Ide na stacje po 6 rano. Zaczyna sie przejasniac. Biore prysznic za 2 pesos i pytam pierwszego goscia, ktory podjechal, czy jedzie na polnoc. Mowi, ze tak i ze mnie zawiezie tam, gdzie chce, czyli do Trelew. Super-stop na 850km! Droga jest nudna, monotonna: step, step i step z malymi gdzieniegdzie krzaczkami. Miasta (ba, wioski) sa co okolo 200km, a stacje benzynowe co 100-150km. Droge urozmaicaja zwierzeta oraz co jakies 100km zapach rozkladajacego sie skunsa. Krajobraz zmienia sie na granicy stanow Santa Cruz i Chubut oraz przy Comodoro Rivadavia, gdzie sa gorki i Morze Argentynskie. Tereny te sa miejscem wydobycia ropy o czym sie swiadcza szyby naftowe (podobne do tych, co w Azerbejdzanie, tyle ze mniej). Dojezdzamy do Trelew i wysiadam na obwodnicy. 
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz