Docieram do Nequen po 6:30 i od razu zmierzam do kas frim przewozowych. I od razu
pokazuje sie, ze jest nieciekawie: do Chile, do Temuco, zaraz za Zapala nie mie miejsc az do 3dni! Przez Bariloche jest, ale jutro (dla mnie troche za pozno). Decyduje sie na oddanie biletu, ktory mialem zakupiony w Rio Colorado do Zapali z Neuquen za 25pesos (potracenie 7.5pesos) i kupuje bilet na autobus przez Mendoze do Santiago de Chile za 153pesos na godz 18:30 (20godz, 1340km). Jade miejskim autobusem (1.3pesos) do centrum, gdzie staram sie ogladac miasto. A ze naprwade nic tu nie ma, to ciezko cos znalezc godnego uwagi.
Jedynie zaciekawil mnie uniwersytet ze wzgledu na to, ze na scianach sa namalowane socjalistyczne grafitti. Ciekawe, ze wladze uniwersytetu na to pozwalaja. Stamtad autobusem za 1.55 ruszam do Balnearios, gdzie jest rzeka i tam spedzam gopdz moczac zmeczone stopy. Wracam na miasto, jade na dworzec, skad ruszam do Mendozy. Jestsem tam o godz. 7:10, przesiadam sie
w drugi autobus o 7:30 (szkoda, ze nie moge byc tu dluzej i nie moge sprobowac slynnego wina z Mendozy i zwiedzic miasta) do Santiago. Widoki przez Alpy niczego sobie. Granica argentynsko-chilijska to wielkie sprawdzanie plecakow, czy nikt nie wwozi do ich kraju jedzenia. W specjalnym budynku do tego przeznaczonym tlum ludzi gniezdzi sie przy dwoch dlugich stolach, bagaze glowne sa przeswietlane (ale i tak nie znajduja moich 2 puszek pasztetow schowanych w butach, a yerba mate nie opuszcza mego plecaka), po stolach biega jak natchniony pies w kubraczku niebieskim z flaga Chile w poszukiwaniu narkotykow); po poludniu docieram do Santiago de Chile.
pokazuje sie, ze jest nieciekawie: do Chile, do Temuco, zaraz za Zapala nie mie miejsc az do 3dni! Przez Bariloche jest, ale jutro (dla mnie troche za pozno). Decyduje sie na oddanie biletu, ktory mialem zakupiony w Rio Colorado do Zapali z Neuquen za 25pesos (potracenie 7.5pesos) i kupuje bilet na autobus przez Mendoze do Santiago de Chile za 153pesos na godz 18:30 (20godz, 1340km). Jade miejskim autobusem (1.3pesos) do centrum, gdzie staram sie ogladac miasto. A ze naprwade nic tu nie ma, to ciezko cos znalezc godnego uwagi.
Jedynie zaciekawil mnie uniwersytet ze wzgledu na to, ze na scianach sa namalowane socjalistyczne grafitti. Ciekawe, ze wladze uniwersytetu na to pozwalaja. Stamtad autobusem za 1.55 ruszam do Balnearios, gdzie jest rzeka i tam spedzam gopdz moczac zmeczone stopy. Wracam na miasto, jade na dworzec, skad ruszam do Mendozy. Jestsem tam o godz. 7:10, przesiadam sie
w drugi autobus o 7:30 (szkoda, ze nie moge byc tu dluzej i nie moge sprobowac slynnego wina z Mendozy i zwiedzic miasta) do Santiago. Widoki przez Alpy niczego sobie. Granica argentynsko-chilijska to wielkie sprawdzanie plecakow, czy nikt nie wwozi do ich kraju jedzenia. W specjalnym budynku do tego przeznaczonym tlum ludzi gniezdzi sie przy dwoch dlugich stolach, bagaze glowne sa przeswietlane (ale i tak nie znajduja moich 2 puszek pasztetow schowanych w butach, a yerba mate nie opuszcza mego plecaka), po stolach biega jak natchniony pies w kubraczku niebieskim z flaga Chile w poszukiwaniu narkotykow); po poludniu docieram do Santiago de Chile. 
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz