poniedziałek, 7 stycznia 2008

Curitiba - Brasil

Po co ruszylismy do Curityby? Po pierwsze miasto to bylo na naszej drodze (Sao Paulo odpuscilislismy, bo tam sa same blokowiska), ale po drugie chcielismy znalezc jakies slady Polskosci. Wlasnie Curityba to miasto, do ktorego ruszyly rzesze emigrantow z Polski. I reczywiscie mozna znalezc wiele ulic brzmiacych sympatycznie (np. Szymanski ) oraz nazwy firm (np. Kaminski). Jest tez tu pomnik Emigrantow Polskich, skansen polski oraz sanktuarium, w ktorym jest obraz podobny do naszej Czestochowskiej.
Przybylismy do Curityby okolo godz. 9:30, a ze autobus jechal dalej chcielismy troche podjechac. Jednak czlonek zalogi przeszedl sie po autobusie i ze wzgledu na to, ze mial nadmiar 3 osob, grzecznie porposil nas o opuszczemie pojazdu. Nie dalo sie nic zalatwic, wiec ruszylismy na miasto. Najpierw Lukasz z Maja chcieli wymienic pieniadze. A ze to nie jest latwa rzecz w Brazylii przekonali sie o tym nie po raz pierwszy. Musielismy sie udac do centrum handlowego, gdzie po malo ciekawym kursie (po 1$=1.7Reala) w jednym z biur podrozy dokonali wymiany. Po drodze znalezlismy tani hotelik jakby ktos chcial nocowac to: Hotel Piemont przy ulicu Setembro, obok stacji Texaco (na lewo od Dworca PKS, kolo 500m), np. jedynka 12Reali.
Udalismy sie do centrum i tam zwiedzilismy najwazniejsze rzeczy miasta. Nie bylo tego duzo, ale pozostala w naszej pamieci odmiennosc Curityby od Rio: czysciutko i bardziej europejsko. Doszlismy do taniej jadlosajni, gdzie sie wchodzilo do srodka i mozna bylo nalozyc na talerz ile sie chce i koszt takiego dania wynosil 3.9Reala (Rue Lourenco Pinto). No i zdecydowalismy sie, ze poprubujemy lapac stopa. 2godziny spedzone na wylotowce spowodowaly, ze przekreslilismy ten Brazylie jako kraj przyjazny autosptopowiczom. Wrocilismy na dworzec i chcielismy kupic bilety do Porto Alegre. Cena przejazdu zaczela rosnac, bo normalnie bilet kosztowal 85R, ale pani z firmy Pluma zrbila nam znizke i z innego autobusu, ktory kosztowal 150R, sprzedala nam bilety po 99R za autobus cama, czyli z lozkiem i jedzeniem. Naprawde ten kraj stawal sie coraz drozszy. Zastanawialismy sie nad tym czy nie ruszyc od razu do Buenos Aires, ale nie bylo miejsc (216.5R), czy do Asuncion (105.7R), ale nie chielismy znowu tymi samymi drogami jechac, wiec wybralismy Porto Alegre i tam tez ruszylismy (12h, 754km).

Brak komentarzy: