Jest 5:45 i jestem na terminalu w Arequipie. Co tu robic? W kieszeni 40soli, do centrum nie ma co jechac teraz tylko po to, by wyciagnac kase z bankomatu (kurcze, okazalo sie pozniej ze 4bankomaty sa na terminalu, ja o tym nie pomyslalem wtedy). Jestem troche zmeczony, ale s
zkoda czasu, wiec szukam autobusu do Kanionu Colca-ponoc 2 razy glebszego niz Wielki Kanion. Najlepiej jechac do Cabanaconde. Jest autobus firmy Andalucía za 15minut (odjazdy sa jeszcze z Arequipa o godz. 1:45, 6:00, 8:00, 11:45, 13:45, 16:00, a z Cabanaconde w godz.: 7:00, 9:00, 11:30, 14:00, 21:00) za 15 soli. Jezeli dojdzie do tego oplata za wstep do parku za 35soli to moge byc troche spalony. No ale probuje. Szybko kupuje jakies picie na dworcu i bulki i ruszam autobusem w droge (5,5godz, 220km). Jakos malo ludzi w tym autobusie, ale nagle zjawia sie masa turystow. No tak-tak sie odzwyczailem od nich, ze zapomnialem, ze istnieja...
zkoda czasu, wiec szukam autobusu do Kanionu Colca-ponoc 2 razy glebszego niz Wielki Kanion. Najlepiej jechac do Cabanaconde. Jest autobus firmy Andalucía za 15minut (odjazdy sa jeszcze z Arequipa o godz. 1:45, 6:00, 8:00, 11:45, 13:45, 16:00, a z Cabanaconde w godz.: 7:00, 9:00, 11:30, 14:00, 21:00) za 15 soli. Jezeli dojdzie do tego oplata za wstep do parku za 35soli to moge byc troche spalony. No ale probuje. Szybko kupuje jakies picie na dworcu i bulki i ruszam autobusem w droge (5,5godz, 220km). Jakos malo ludzi w tym autobusie, ale nagle zjawia sie masa turystow. No tak-tak sie odzwyczailem od nich, ze zapomnialem, ze istnieja...Podczas drogi pokonujemy przelecz na wysokosci 4825m.n.p.m. a towarzyszy nam snieg. A juz myslalem, ze go z takiego bliska nie zobacze w Ameryce Pd. Poza tym balem sie, ze moge miec male problemy z oddychaniem na tak dawno nieodwiedzanej wyskosci, ale tak
nie bylo. Czulem sie jak na nizinach. W Chivay wchodzi jakis koles do autobusu w kamizelce z napisem "Auto Colca" (?) i pobiera oplate 35 soli od gringo. No to klops. Jak podchodzi do mnie to mowie, ze jade tylko do Cabanaconde i wracam zaraz. Do dyskusji dolacza sie miejscowy przewodnik grupy turystow, z ktorymi jade i mowi, ze oplata jest obowiazkowa. Ja wyjasnilem sytuacje, a on na to, ze bedzie mnie mial na oku.
nie bylo. Czulem sie jak na nizinach. W Chivay wchodzi jakis koles do autobusu w kamizelce z napisem "Auto Colca" (?) i pobiera oplate 35 soli od gringo. No to klops. Jak podchodzi do mnie to mowie, ze jade tylko do Cabanaconde i wracam zaraz. Do dyskusji dolacza sie miejscowy przewodnik grupy turystow, z ktorymi jade i mowi, ze oplata jest obowiazkowa. Ja wyjasnilem sytuacje, a on na to, ze bedzie mnie mial na oku. Widoki zbilzajac sie do miejsca przeznaczenia sie zmieniaja i staja sie coraz ciekwasze. W Capanaconde (tu konczy sie moja prawie non-stop 67-godz podroz autobusem z Nequen) przy glownym placu juz czeka na nas kolejny kontroler w tej samej kamizelce, co poprzedni, czekajac z plikiem biletow, komu tu to wcisnac. Ja szybko biore bagaz i ide do IT, ktora udziela Hostal Valle del Fuego (nocleg za 10soli). Mam jeden
dzien i wybieram trase w kierunku Oazy. Na plecach "towarzyszy" mi moj prawie 20-kg plecak, ktory staje sie zmora chodzenia po tych gorach. Droga prowadzi w dol do rzeki. Z kazdym krokiem z powodu ciezaru nogi mi juz zaczynaja drzec, a coraz ciezej sie robi, jak przychodzi mysl, ze trzeba bedzie wrocic ta sama droga jutro, ale pod gore. Uff. Do tego dochodzi przyjemny zapach kup mijajacych osiolkow (wjazd na takim osiolku to 35soli). Widoki coraz ladniejsze. Wsrod kolorowych skal plynie w dole rzeka Colca. Dochodze wycienczony po 2godz i 15minutach do celu: wybieram sposrod 3noclegowni Paradiso (omijam bardziej popularna Oaze, bo spodziewam sie, ze bedzie tam spal ze swoja grupa, "znajomy" przewodni z autokaru). Na miejscu cz
eka basen i prysznic. Nareszcie! Po 4 nocach w autobusie, moge odpaczac (cena noclegu 7soli). Przec cale popludnie nie robie nic innego jak wypoczynek na hamaku. O godz. 19 ide spac, by wstac wczesnie bo o 3 nad ranem. Nie czuje nawet wiejacego od czasu do czasu wiatru przez paliki bambusa w scianie domku, w ktorym spie. Majac ambitny plan, chce zdarzyc na autobus na godz. 7 rano. Oczywiscie jest ciemno i zakladam
czolowke, ktora zdejmuje po 5minutach, a wraz z nia bluze mimo, ze jest zimno. Do wszystkiego dochodzi efekt mokrej skory, ktory odziedziczylem w genach-powoduje to, ze po 5minutach nawet niewielkiego wysilku caly jestem mokry. Podejscie zajmuje 3godz. i tak w kosc dostalem ostatnio chyba wtedy, kiedy jechalem na rowerze z Warszawy do Suwalk w ciagu jednego dnia. Na gorze koszulke moge wycisnac z wody. Od razu ja zmieniam na swieza, by sie nie przeziebic. Widok na skapany w chmurach i we wschodzacym Sloncu kanion rewelacyjny.
dzien i wybieram trase w kierunku Oazy. Na plecach "towarzyszy" mi moj prawie 20-kg plecak, ktory staje sie zmora chodzenia po tych gorach. Droga prowadzi w dol do rzeki. Z kazdym krokiem z powodu ciezaru nogi mi juz zaczynaja drzec, a coraz ciezej sie robi, jak przychodzi mysl, ze trzeba bedzie wrocic ta sama droga jutro, ale pod gore. Uff. Do tego dochodzi przyjemny zapach kup mijajacych osiolkow (wjazd na takim osiolku to 35soli). Widoki coraz ladniejsze. Wsrod kolorowych skal plynie w dole rzeka Colca. Dochodze wycienczony po 2godz i 15minutach do celu: wybieram sposrod 3noclegowni Paradiso (omijam bardziej popularna Oaze, bo spodziewam sie, ze bedzie tam spal ze swoja grupa, "znajomy" przewodni z autokaru). Na miejscu cz
eka basen i prysznic. Nareszcie! Po 4 nocach w autobusie, moge odpaczac (cena noclegu 7soli). Przec cale popludnie nie robie nic innego jak wypoczynek na hamaku. O godz. 19 ide spac, by wstac wczesnie bo o 3 nad ranem. Nie czuje nawet wiejacego od czasu do czasu wiatru przez paliki bambusa w scianie domku, w ktorym spie. Majac ambitny plan, chce zdarzyc na autobus na godz. 7 rano. Oczywiscie jest ciemno i zakladam
czolowke, ktora zdejmuje po 5minutach, a wraz z nia bluze mimo, ze jest zimno. Do wszystkiego dochodzi efekt mokrej skory, ktory odziedziczylem w genach-powoduje to, ze po 5minutach nawet niewielkiego wysilku caly jestem mokry. Podejscie zajmuje 3godz. i tak w kosc dostalem ostatnio chyba wtedy, kiedy jechalem na rowerze z Warszawy do Suwalk w ciagu jednego dnia. Na gorze koszulke moge wycisnac z wody. Od razu ja zmieniam na swieza, by sie nie przeziebic. Widok na skapany w chmurach i we wschodzacym Sloncu kanion rewelacyjny.Po zakupie manga udaje sie na glowny plac, gdzie spotykam Ele z Usa, ktorej
korzenie wywodza sie z Polski. I mimo, ze troche zapomniala jezyk, przykro jej sie robi, jak musi wciskac makaronizmy do naszej konwersacji. Wsiadam w autobus do Arequipy na 7rano, a ona jedzie do Cruz del Condor, skad ponoc mozna zobaczyc kondory. Ktos mnie informowal, ze to nie pora na te ptaki (poza tym na krotko udalo nam sie zobaczyc dnia wczesniejszego z szyb autobusu jednego kondora), a poza tym kazdego gringo atakuja kamizelki "Auto Colca", wiec nie wysiadam i dojezdzam na 12:30 do Arequipy.
korzenie wywodza sie z Polski. I mimo, ze troche zapomniala jezyk, przykro jej sie robi, jak musi wciskac makaronizmy do naszej konwersacji. Wsiadam w autobus do Arequipy na 7rano, a ona jedzie do Cruz del Condor, skad ponoc mozna zobaczyc kondory. Ktos mnie informowal, ze to nie pora na te ptaki (poza tym na krotko udalo nam sie zobaczyc dnia wczesniejszego z szyb autobusu jednego kondora), a poza tym kazdego gringo atakuja kamizelki "Auto Colca", wiec nie wysiadam i dojezdzam na 12:30 do Arequipy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz