piątek, 11 stycznia 2008

Buenos Aires - Argentina

Mowi sie, ze mozna sie zakochac w kobiecie. Mowi sie tez, ze mozna zakochac sie w miescie. I wlasnie chyba tak sie stalo z Buenos Aires. A ze mozna sie kochac w kilku kobietach, to i tez mozna sie kochac w kilku miastach. Moim drugim jest Sankt Petersburg. Ale wracajac do tematu.
Pierwszym zaskoczeniem bylo to, ze czas jest tu taki sam jak w Urugwaju, a wiec i jak w Brazylii. Natsepnym to, ze po raz kolejny okazalo sie, ze warto wymieniac pieniadze na terminalu przed wjazdem do danego kraju w Ameryce Pd, bo na terminalui wodnym za 1$ placili 3.14pesos argentynskich, a juz w Buenos Aires bylo to 3.12pesos.
Po wyjsciu z terminalu ruszylismy na poszukiwanie noclegu. Mielismy namiar na hotel Boliviar (http://www.hotel-boliviar.com.ar/ ulica Boliviar 886) w dzielnicy San Telmo, gdzie nocleg ponoc mozna bylo znalezc juz za 3$. Udalismy sie na piechote na metro (tu nazywa sie Subte, a przejazd kosztuje 0.8 pesos) i dojechalismy do stacji Independencia, skad 6 przecznic znajdowal sie nasz hotel. Ceny poszly troche do gory i za hotel 3osobowy zaplacilismy 65pesos. Mielismy za to prywatny balkon z przepieknym widokiem na ulice (jedynka kosztuje 40pesos). Obok znajduje sie pizzeria, gdzie mozna bylo zjesc pizze z piwem za 12pesos. I tu utworzyla sie anegdota: 3 Polakow przychodzi do Buenos Aires do pizzerii o godz. 14 i widza jedynego klienta. Pytaja sie go: ¿Como es pizza? (jaka jest pizza?). A on na to - Ja Rusco. ¿Que, que? - pytaja sie Polacy. No ja iz Ukrainy-odpowiada klient. I rzeczywiscie gosc, ktory siedzial w srodku byl przedstawicielem jednego z narodow, ktore rowniez zamieszkuja stolice Argentyny. Sa tu tez Polacy, jest nawet dom Polonii.
Przechodzac po ulicach w San Telmo zaszedlem do antykwariatu i kupilem uzywanego Asterixa za 25pesos. A ze myslalem ze tu sie liczy jak pesos urugwajskie to sadzilem ze ustrzelilem okazje. Dopiero po 20 minutach skojarzylem, ze wydalem 8$ za uzywany komiks i wrocilem do antykwariatu, gdzie bez problemu zwrocilem ksiazke.
Udalismy sie do dzielnicy La Boca, gdzie najpierw zobaczylismy z zewnatrz stadion Boca Juniors, a nastepnie pospacerowalismy po stylowej ulicy Caminito. Znajduja sie tam roznokolorowe domy, a na ulicach spotykalismy ludzi tanczacych tango- z tego slynie BA. Podjechalismy do glownego placu Plaza de Mayo, gdzie szykowala sie demonstracja osob przeciw wyrzuceniu kiljunastu osob z miejscowego kasyna (kolo 2tys ludzi). Same okolice placu ciekawe. Ruszylismy do banku HSBC, gdzie myslalem, ze uda sie wyciagnac dolary amerykanskie z bankomatu, jednakze po wyjasnieniu przez jednego z pracownikow jest to w Argentynie niemozliwe, jesli sie nie ma karty tegoz banku (peso mozna bez problemu oczywiscie wyciagac, a dolary chyba nie). Nsatepnego dnia szukalem bankomatu, ale potwierdzily sie tylko te slowa.
Ruszylismy w kierunku obelsiku na placu Republica i spacerkiem w kierunku Kongresu-rowniez ladny budynek. Wrocilismy kolo 22:30 do hotelu, ale wczesniej zakupilismy miesjcowe piwo za 3 pesos za litra plus 2pesos za butelke. Przed wejsciem spotkalismy dziewczyne, ktora zapraszala nas na pokaz tanga za 10pesos, a ze na miescie takie cos kosztuje nawet 100$, wiec po wypiciu na szybko piwa ruszylismy w poblizu naszego hotelu (Av. Independencia 572). Okazalo sioe na miejscu, ze to lekcje tanga, a sam pokaz to bedzie za godzine. A ze Lukasz nie jest najlepszym tancerzem, a ja juz odczuwalem skutki piwa, wiec wiedzac, ze tego dnia za duzo z nauki nie wyniesiemy wrocilismy przy drobnym deszczyku do hotelu.
Z powodu sapiacych i dyszacych (doslownie!) autobusow miejskich nie moglem od 7rano spac. Zaparzylem wode i zaczalem saczyc mate. No wlasnie, czym jest mate. Mozna powiedziec, ze jest to magiczny napoj, gdyz sam wyglad kubeczka z lyzeczka ma cos z magii. Do tego dochodzi jeszcze smak. W Paragwaju pili na potege terere (z zimna woda), a w BA pije sie z goraca. Wlewa sie ja do kubka, gdzie znajduja sie specjalne ziola i sie pije. Sa rozne sposoby mieszania ziol. Dobrze smakuje z sokiem, ponoc pije sie to tez z kawa czy z mlekiem. Ja probowalem jeszcze z piwem, ale nie polecam. Caly zestaw w Argentynie: kubek, lyzka i 500gram herbaty kosztuje kolo 20pesos. Obudzilem kopniakiem spiacych towarzyszy kolo 9, bo juz byl najwyzszy czas, by wstac. Za naszym hotelikiem byla wspaniala cukiernia, gdzie za 0.6pesoso mozna bylo kupic siweze, jak z Poslki slodkie buleczki.
Zostawilismy plecaki w hotelu i poszlismy na piechote do Reserwatu Ekologicznego na poludniu miasta (wstep bezplatny). Pogoda dnia dzisiejszego byla wspaniala: w koncu mniej niz 25stopni i brak Slonca. Byloby w parku przyjemnie, gdyby nie to,m ze znajdowalo sie tamyc tyle smieci, ze doszedlem do wniosku, ze jak ktos bardzo sie nudzi to moze odwiedzic ten park. Oczywiscie jest duzo ptakow i biegaja tam swinki morskie, ale nie koniecznie warto tam sie udac.
Natsepnie przeszlismy przez centrum miasta (ruch ludzi jak na Manhatanie) kolo dokow przypominajacych te w Liverpoolu na autobus, ktorym sie zabralismy na cmentarz Recoleta. Bylem na wielu cmentarzach, ale czegos takiego to nie widzialem. Ba. Powazki nasze chowaja sie przy tym: wiele wspanialych grobowcow przypominajace male kosciolki czy wspaniale pomniki to obraz tego cmentarza. A najwieksze tlumy oczywiscie przy grobie Evity Perón. Po wypiciu kolejnego piwka poszlismy do Ogrodu Botanicznego (za darmo) i przez ZOO (wstep 8pesos), gdzie chcielismy sprawdzic jakie to zwierzeta trzyma sie w ogrodach zoologicznych w Ameryce Pd (wiekszosc to afrykanskie, troche europejskich). Pozniej przez Ogrod Japonski wrocilismy pod nasz hotel, gdzie obok zjedlismy pizze (nasze zoladki coraz bardziej sie przyzwyczajaja do 2 posilkow dziennie).
Po wizycie w kafejce internetowej ruszylismy do hotelu po plecaki i udalismy sie na przystanek autobusowy, gdzie wsiedlismy w autobus na krajowe lotniski. Stamtad mielismy dnia nastepnego (nocleg na terminalu) o godz. 5:45 samolot do Ziemi Ognistej na koniec Swiata, jak niektorzy nazywaja to miejsce, do miasta Ushuaia (bilet kupiony w Lanie, http://www.lan.com/ jeszcze w Polsce za 107$ w jedna strone. Dobrze, ze zrobilismy to wczesniej, bo potem nie bylo juz mijesc i ceny byly duze: 250$).

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Fajnie jest tak z Tobą podróżować,zamiast uczyć się do sesji:).Pozdrawiam i życzę niezliczonej ilości niezapomnianych południowoamerykańskich wrażeń;).Butterfly86:).