czwartek, 24 stycznia 2008

Tacna - Peru

Po przekroczeniu granicy (z Arica do Tacna 56km, 1godz.), kierowca zatrzymuje sie na terminalu obok ktorego jest terminal autobusow krajowych. Wymieniam jeszcze pozostale pesos chileanskie na sole w jesnym z kolo 40 przenosnych kantorow (168pesos za 1sola). Musze tez przestawic zegarek o 2godz do tylu, co zdarza mi sie po raz pierwszy w zyciu: przy przekraczaniu granicy ladowej przestawienie zegarka az o 2godz!
Ide na terminal. Od razu widac roznice miedzy krajami, w ktorych do tej pory bylem:Argentyna, Brazylia w stosunku do Peru: kupa naganiaczy, ludzie malo inteligentni, wrecz wkurw....Ech, te Peru. Wsrod kilku firm autobusowych znajduje firme Anteligos Negros, u ktoej kupuje bilet do Arequipa za 17soli na godz. 21:30 (7godz. jazdy). Jak sprzedawca dowiaduje sie, ze jestem z Polski to mowi, a Lato. Ja w koncu mowie: kurcze duzo ludzi z Peru zna z Polski Lato. Dlaczego. A no dlatego, ze na Mistrzostwach Swiata strzeli nam 3bramki. Acha...
Jest tez firma za 15soli, ale ich siedziba nie zacheca do kupna biletu; jest tez Cruez del Sur za 35soli (cama). Bilet do Limy kosztuje 60-70soli. Ide zjesc w koncu jakas kolacje na terminalu. Za 4sole dostaje zupe i kurczaka z ryzem i sokiem. A ze majac na uwadze przestrogi innych odnosnie jedzenia w takich miejscach (Maja, Asia i Justyna z Boliwii) ide po cwiartke mocnego alkoholu i za 3.5soli kupuje 125ml koniaku, by zabic zarazki w zoladku po jedzeniu. Ide jeszcze na internet za 1.5sola na terminalu i o 21:30 ruszam do Arequipy.
Autobus wyglada raczej tak samo jak ten za 15soli-ledwo trzymajace sie blachy i kupa ludzi. Wchodze do srodka i ja zwykle pchanie sie a to w jedna a to w druga strone w autobusach w Peru. Podchodze do mego siedzienia, a obok siedzi pokazna kobieta-zajmuje swoje i pol mego siedzienia. Jeszcze na jej kolanach laduje 8-letnia corka, ktora siedziala wczesniej na moim siedzeniu. Babsztyl ma moze z 5 spodnic na sobie, pod swoim tylkiem bagaz i pod nogami tez. Razem wyglada to komicznie-siega glowa pod sam dach. Zaraz za mna nastepne babisko pyta czy nie moge przetransportowac dla niej bagazu (!). Ja, ze co? Nie, nie zrobie tego. To-mowi-masz potrzymaj chociaz moja bluze. I rzucila do mnie. Ja jak to widze, rzucam bluze gdzies na przod. A ona w nieboglosy sie drze, ze co ja robie z jej bluza. Do tego dochodzi muzyka M.Jacskona wydobywajaca sie z przenosnoego bumboxa nastawionego na caly regulator. Szybko przypomnialem, ze wyladowalem w Peru...
Po 4o minutach jazdy zorientowalem sie na czym polegala obawa moich wspopasazerow. Otoz tam odbylo sie wielkie trzepanie autokaru przy kontroli celnej. Pare osob potracilo swoje rzeczy, moja sasiadka usmiechnieta od uch do ucha, przeszla niezauwazona (!).
Nad ranem, wymeczony po jeszcze 2 takich kontrolach nocnych, dojezdzam do Arequipy.

Brak komentarzy: