Po 219 km o godz 1 nad ranem docieramy na jakies wygwizdowo w Potosi. Bierzemy taxi i udajemy sie na poszukiwanie noclegu. Troche to trudne o 1 nad ranem: jak hostal nie zamkniety to brak miejsc. Docelowo chcemy sie dostac do Backpackers Potosi przy Chuquisaca 460. Okazuje sie, ze jest lozko po 25bol w dormie, ale jak sie decydujemy na to, to czlowiek, ktory otworzyl nam drzwi juz ich nie otwiera. Idziemy naprzeciwko do Hostal Compañia de Jesus i spimy we 3 za 100bol ze sniadaniem (bylo bardzo mizerne).Nad ranem udajemy sie na miasto. Jestesmy w najwyzej polozonym miescie Swiata (
4070m.n.p.m.), a w wielu miejscach znajduje sie pomnik gornika. Jest sobota i zwiedzanie kopalni jest troche trudne, bo wycieczki (koszt 9$ od osoby z pierwszej lepszej agencji; w inform turyst chca to robic za 60bol) zaczynaja sie o godz 8, a w niedz koplanie zamkniete. I tak mielismy tam jechac na wlasna reke, wiec bierzemy autobus o literze P (jedzie tez nr 110 i pewnie inne-pytac o minas) i wysiadamy przy wejsciu do kopaln. Przechodzimy przez maly mostek i udajemy sie pod gorke. Widzimy gromade gornikow po pracy, ale wiekszosc z nich ledwo co stoi na nogach, bo tak sa pijani. Oczywiscie oferuja swoje uslugi przewodnickie. Ide do sekretariatu, a tam nas kieruja do zoltego budynku Comibol (Corporacion Minera de Bolivia)-tam mozna wypozyczyc ciuchy gornicze. Jest zamkniety (sobota!). Ale znajdujemy jakiegos trzezwego chlopaka, ktory za 5$ od osoby godzi sie z kolega pokazac nam jedna z kopaln. Dostajemy ubranie i idziemy w glab. Nie jest to takie samo wrazenie jakie mialem w kopalni w Ekwadorze, ale tez jest fajnie. Minusem i to duzym przy tych kopalniach jest to, ze nie widzimy ludzi przy pracy, a jest to ponoc najwieksze wrazenie. Przewodnik pokazuje swiatynie diabla oraz miejsce, gdzie schodza po linie do pracy.
Odpala tez wewnatrz koplani dynamit (huk duzy) i na zewnatrz. Podczas pobytu w koplani pada snieg, deszcz i grad. Dostajemy tez na pamiatke laske dynamitu, ktora postanawiamy odpalic na plazy Copacabana w Rio (ale bedzie wystrzalowo!).
4070m.n.p.m.), a w wielu miejscach znajduje sie pomnik gornika. Jest sobota i zwiedzanie kopalni jest troche trudne, bo wycieczki (koszt 9$ od osoby z pierwszej lepszej agencji; w inform turyst chca to robic za 60bol) zaczynaja sie o godz 8, a w niedz koplanie zamkniete. I tak mielismy tam jechac na wlasna reke, wiec bierzemy autobus o literze P (jedzie tez nr 110 i pewnie inne-pytac o minas) i wysiadamy przy wejsciu do kopaln. Przechodzimy przez maly mostek i udajemy sie pod gorke. Widzimy gromade gornikow po pracy, ale wiekszosc z nich ledwo co stoi na nogach, bo tak sa pijani. Oczywiscie oferuja swoje uslugi przewodnickie. Ide do sekretariatu, a tam nas kieruja do zoltego budynku Comibol (Corporacion Minera de Bolivia)-tam mozna wypozyczyc ciuchy gornicze. Jest zamkniety (sobota!). Ale znajdujemy jakiegos trzezwego chlopaka, ktory za 5$ od osoby godzi sie z kolega pokazac nam jedna z kopaln. Dostajemy ubranie i idziemy w glab. Nie jest to takie samo wrazenie jakie mialem w kopalni w Ekwadorze, ale tez jest fajnie. Minusem i to duzym przy tych kopalniach jest to, ze nie widzimy ludzi przy pracy, a jest to ponoc najwieksze wrazenie. Przewodnik pokazuje swiatynie diabla oraz miejsce, gdzie schodza po linie do pracy.
Odpala tez wewnatrz koplani dynamit (huk duzy) i na zewnatrz. Podczas pobytu w koplani pada snieg, deszcz i grad. Dostajemy tez na pamiatke laske dynamitu, ktora postanawiamy odpalic na plazy Copacabana w Rio (ale bedzie wystrzalowo!).Wracamy na miasto i spacerujemy podziwiajac ciekawa zabudowe Potosi. Po drodze robimy male zakupy (Boliwia jest krajem gdzie mozna za male pieniadze, np. za 50$ kupic kurtke skorzana - dzieki Darku K. za ta porade). Wracamy do hostalu po bagaze i jedziemy na Mercado Chuquimia, skad (wczesniej kupujemy dobre piwo Potosino) jedziemy nad gorace jeziorko do Tarapaya za 4bol. Kierowca wysadza nas 100 metrow od jeziora (szkoda, ze to bylo 100 metrow pod wielka gore) i znajdujemy ladnie polozone jeziorko. Rozstawiamy w poblizu namiot (za darmo-stroz prosil bysmy tylko wykupili bilety na kapiel za 5bol, co zrobilismy, ale biletow nie bralismy-mial sobie chlop na piwo; jest tam tez mozliwosc przenocowa
nia pod dachem za 30bol) i idziemy z piwem pod pacha kapac sie. Ograniczamy sie do baseniku obok, bo w jeziorze plywaja jakies gryzace male, czarne robaki. Poza tym srodek jeziora niezle bulgocze i jak mowia miejscowi lepiej tam nie wyplywac (zginelo juz pare osob od goraca z srodka jeziora). Zaczyna padac i idziemy spac.
nia pod dachem za 30bol) i idziemy z piwem pod pacha kapac sie. Ograniczamy sie do baseniku obok, bo w jeziorze plywaja jakies gryzace male, czarne robaki. Poza tym srodek jeziora niezle bulgocze i jak mowia miejscowi lepiej tam nie wyplywac (zginelo juz pare osob od goraca z srodka jeziora). Zaczyna padac i idziemy spac.Po sniadanku pakujemy namiot i bagaze (uwaga na psy stroza-gryza! jeden ot tak podszedl do mnie i mnie chwycil, ale nie ma zadnego sladu). Udajemy sie do dorgi i wsiadamy w busik, ktorym podjezdzamy pod terminal autobusowy. Tam na 9:30 (jest duzo autobusow Sucre, pierwszy o 7:30) za 17bol kupujemy bilet do Sucre (3,5h, 164km).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz