sobota, 15 grudnia 2007

Parque Nacional Amboró - Bolivia

Wlasnie z Samaipaty (120km od Santa Cruz, 2godz jazdy) mozna ruszyc na zwiedzanie Parku Narodowego Amboró. Po drodze mozna wykapac sie w wodospadach Cueva (10bol za wstep, 30km od Samaipaty) oraz zobaczyc El Fuerte, wielki kamien i teren ruin (wstep 32bol, 8km od miasta). My jak zwylke chcemy to jak najbardziej zrobic na wlasna reke i wynajac przewodnika juz na terenie parku, dlatego doplacamy jeszcze po 8bol od osoby (normalna cena to 5bol) i jedziemy do Mairana (17km). Tu znajdujemy nocleg za 15bol od osoby (sa tu tylko 3 hoteliki). Budzimy sie z rana i patrzymy na niebo-zapowiada sie, ze bedzie padac. Ruszamy na postoj taksowek i pytamy sie o dojazd do La Yunga, gdzie jest park. I tu jestesmy zaskoczeni. Znamy cene (40bol), ale nikt z kierowcow nie chce podjac sie zadania: dojazdu do tej wsi! Mowia, ze jest to zbyt niebezpieczne; moze by dojechali, ale juz moga nie wrocic. Czyzby to byla az tak niebezpieczna droga? Idziemy w tamtym kierunku i podjezdza do nas kierowca, ktory zgadza sie zawiezc nas tam. Troche mu z oczu patrzy jakby byl szalony, ale co tam. I po km dowiedzielismy sie czemu kazdy nam omawial: droga prowadzila w gore po glinie. Jezeli zpadnie choc troche deszczu (jak teraz) samochod slizga sie nad przepasciami. Bylo to chyba jedne z najbardziej niebezpiecznych 13 km w moim zyciu. Serca mielsimy w przelyku, ale bezpiecznie dojechalismy. Wspolczulismy troche naszemu kierowcy, ktory musial wracac ta droga. Deszcz zaczal padac mocniejszy, wiec szybko trzeba bylo znalezc cos do schronienia. Udalismy sie do siedziby parku, gdzie mielismy przeczekac deszcz I ruszyc dalej. Tam nam powiedzieli, ze oprowadzanie po parku kosztuje 120bol za grupe za dzien (przez agencje bysmy musieli zaplacic po 15$, ale od osoby). To bylo do zaakceptowania, ale jak przewodnik pokazal nam zdjecia z tego parku z tej czesci to zwatpilismy: od razu nam sie odechcialo tam isc: pare krzakow I drzew butelkowych. Zapytalismy sie o jakies zwierzeta, ptaki. On odpowiedzial, ze park dzieli sie na 2 czesci: pn I pd. My jestesmy od strony mniej ciekawej, pd. A jak chcemy ogladac dzikie ptactwo to mozemy ruszyc na pn. No ladnie. Zdecydowalismy sie, ze jak przestanie padac, to odpuszczamy sobie ten park. I tak o okolo 12 przestalo padac I w ciagu 3 godz zeszlismy do Mairany (auta zadne nie jechaly). Zejscie tez bylo ciekawe, bo odbywalo sie pó zancznie rozmiekczonej glinie: coraz my sie slizgalismy, wiec jakiekolwiek auto mogloby spokojnie zjechac w przepasc. W Mairanie spotkalismy znowu naszego kierowce (wiec wrocil na szczescie calo). Pó obiedzie znajdujemy táxi wieloosobowe za 20bol od osoby do Santa Cruz, gdzie przybywamy o godz 19:30. Pó ulicach miasta chodzi zadowolone spoleczenstwo z bialo-zielonymi flagami pó ogloszonej autonomi. Tak wiec do zadnych zamieszek nie doszlo. Ale prezydent Eco Morales mysle, ze tego nie zostawi bez echa. Jedziemy na terminal i szukamy autobusu do Villamontes. Jest tez bezposredni autobus do Asunciôn (godz. 20), ale za 50$ lub 425bol. Przewodnik i my wybieramy opcje dojazdu do granicy, a potem probowania lapania czegos stamtaf. Tak mialo byc taniej; ale jeszcze wtedy nie wiedzielismy jak duzo dluzej to wyjdzie...
Na dworcu dobiegla do nas chmara naganiaczy i nie wiedzielismy ktorego wybrac: kazdy mowil o roznej godzinie przyjazdu (od 5godz jazdy do 10godz!). W koncu wybieramy firme Suarez za 25bol i ruszamy o 20:30 autobusem w kierunku Yacuiba do Villamontes. Jest tez mozliwy dojazd droga wyzej, ale przeowdnik mowi, zé jak ktos chce tam jechac to musi uzbroic sie w cierpliwosc i wziasc wode na tydzien. My wybieramy glowne przejscie graniczne miedzy Boliwia i Paragwajem, by miec mozliwosc znalezienia duzej liczby pojazdow, ktore by mialy nas zabrac.

Brak komentarzy: