czwartek, 27 grudnia 2007

Foz do Iguazu - Brasil

1$=1.89 reali, 1E=2.58 reali (w Polsce 1$=2.5zl, 1E=3.65zl). W Brazylii 1godz do przodu.
Kupujemy bilet za 3peso do granicy i wysiadamy po stronie argentynskiej-otrzymujemy pieczatki wyjazdowe i jedziemy pod odprawe brazyijska. Kto ma spedzic wiecej czasu niz 1 dzien to ma dostac piecatke, tak wiec my tak mamy robic. Dostajemy tez karteczki, ktore jak sie zgubi to sie placi az 160reali! Idziemy na piechotke okolo 400m do ronda i tam lapiemy autobus do wodospadow. Najlepiej jest miec juz wczesnie reale bo taki przejazd kosztuje 3reale, a peso 6. Podjezdzamy pod wejscie do parku (jest tam tez mozliwosc placenia w $) i zostawiamy bagaze w przechowalni (3reale). Jest to kolejne miejsce gdzie obcokrajowcy musza placic wiecej niz miejscowi (bilet dla obcokrajowcow na wejscie kosztuje 15,15reali plus 5reali za przejazd), a ze my tego nie lubimy to wchodzimy jak popadnie. Po stronie brazyliskiej wodospady wygladaj inaczej. Ktore sa lepsze? Trudno powiedziec: te widac z fajnej perspektywy, a sam park po stronie brazylijskiej mozna zwiedzic w 2godz (max). Wracamy klimatyzowanym busikiem pod wejscie, bierzemy bagaze, wyciagam kase z bankomatu (lepiej jest to zrobic tutaj niz w miescie, bo ponoc napadaja ludzi pod bankomatami w Foz) i udajemy sie na wylotowke z wodospadow. Lapiemy stopa paragwajskiego, ktory wywozi nas na wylotowke do Curityby. Chcemy dostac sie tam stopem. Robimy zakupy w pobliskim Makro i lapiemy. Ciezko to idzie i przez 2 godz nic sie nie zatrzymuje. Ale ogladamy tez ciekawa akcje: kontrole policji. Zatrzymali oni na trasie motor na blachach paragwajskich i kazali stanac im w rzedzie i jeden z nich wyciagnal bron, ktora byla tez m.in. w nas wycelowana! Zrobilo nam sie cieplo. Ale bron nie wypalila (policja chyba tak nie moze). Nie mamy miejsca na rozbicie namiotu, ale w poblizu byl motel. Idziemy tam z Marysia, a tam ceny: godz 10reali, noc 25reali. Ogladamy jeszcze lozka i juz wiemy, ze jest to taki motelik z atrakcjami do ktorego wpadaja zakochani ;) Nas za 25reali w jednym pokoju nie chca ulokowac, wiec wracamy. A tu nagle zaczyna padac. Ba i to nie padac, ulewa jak cholera. Chowamy sie pod dach jednego z magazynow i nie zapowiadalo sie , ze przestanie padac. Ale ten magazyn spadl nam z nieba. Okazuje sie, ze pod dachem jest ogromny stos palet, a za nim duza dziua na 4 karimaty tak, ze nie widac osob za tymi paletami, a za tym wszystkim toaleta i prysznic. Trzeba cos wiecej? Nam w tym dniu w tej ulewie nie trzeba bylo. Po porcji zupek chinskich przestaje padac i zaczynamy zakwaterowanie. Z Lukaszem zdazylismy przeskoczyc ze wszystkimi bagazami , ale dziewczyny juz nie, a tu obok sie obudzili kierowcy tirow. Chyba zdazli nas zauwazyc, ale nic robili.
Noc minela spokojnie (nie liczac pogryzienia plecaka Marysi przez jedna z myszek) i nastepnego dnia po prysznicach udajemy sie na droge. Po 2godz zatrzymala sie policja i powiedziala, ze tu ciezko jest jezdzic stopem, ale jest to legalne i zyczyla powodzenia. No i po 5godz zrezygnowalismy. Jedziemy za 2reale na terminal i tu mamy niemila niespodzianke. Przejazdy sa okropnie drogie. Ceny sa ustalone odgornie rzadowo i np. przejazd do Rio kosztuje 177 reali, co daje prawie 100$ za 1500km! Drogo, bo paliwo nie jest az tak drogie-disel kosztuje 2reale, benzyna 2.5reale. Probujemy innym sposobem. Moze najpierw do Curityby, a potem do Sao Paulo. Ale ceny laczone sa te same (Curityba 96reali, Sao Paulo 122reali). Najlepsza opcja jest wypozyczenie auta, ale nikt z nas nie ma prawa jazdy, wiec jestesmy udupie.... Postanawiamy wrocic do Paragwaju, Ciudada del Este, tam przenocowac i stamtad ruszyc do Rio. Ponoc jest taniej.
Wsiadamy w autobus do Ciudad za 3 reale i wysiadamy na odprawie brazylijskiej. W druga strone duza kolejka, a na wyjazd nie ma. Bierzemy pieczatki i na tych samych biletach przejezdzamy przez most i bierzemy wjazdowe pieczatki do Paragwaju. Chcemy wsiasc do autobusu do centrum na tych samych biletach, ale nasze bilety nie za bardzo funkcjonuja w kazdym autobusie. Ja wysiadam, a ze reszta przeszla porzez bramke w autobusie, wiec ta reszta zostala. Kierowca domagal sie zaplaty, ale ja juz tego nie slyszalem. Reszta jechala dalej. I nagle widze jak sie musza szamotac z jakims czlowiekiem. Straty: porwana koszulka Maji, obtarta stopa Lukasza. Pojawilia sie tez policja i po wyjasnieniu sprawy towarzysze wychodza wolno :)
Udajemy sie do hotelu Caribe (za 4 osoby 80tys guar). Jak to zwykle bywa w tym regionie popoludniu zaczyna padac deszcz. Okazuje sie, ze rzeczywiscie jest troche taniej stad do Brazylii, bo np. bilet do Sao Paulo kosztuje 230tys guar (czyli o ponad 20$ mniej)-autobusy codziennie o godz.15. Sa tez autobusy do Rio, ale tylko w srode i niedziele za 350tys guar (tez taniej o ponad 20$).
Nastepnego dnia wymieniamy kase (dzis juz lepszy kurs bo 1$-4750guar) i robimy zakupy. Odbieramy plecaki z hotelu i ruszamy na terminal, skad czekala nas podroz do Sao Paulo. Zacodzimy na terminal o godzinie 13. Wiemy, ze autobus jest o godz. 15. Szukamy pojazdu. Firma Pluma nie ma na dzisiaj miejsc, inna firma tez. Troche nie dobrze. Ale pojawila sie firma RYSA, ktora zaoferowala nam miejsca za 230tys guar do Sao Paulo. Karteczka obok wisiala, ze bilet taki kosztuje 280tys guar. Ale mowia, ze maja tylko 2 klientow na razie, wiec robia nam promocje. Idziemy do klimatyzowanej sali i czekamy na autobus. Nadeszla godzina 15, ale naszego autobusu nie bylo. Z poczatku mowili nam, ze nasz autobus odjedzie z platformy nr 1, a teraz, ze nr 3. Mowili nam, ze wlasnie ten autobus tam czeka. Ale tam nic nie bylo! Pokazujemy im, a oni mowi, ze zadzwonia zaraz do kierowcy i zapytaja sie, gdzie on jest. I okazuje sie nagle, ze autobus ma wielkie problemy i ze dzisiaj nie pojedzie! Ale nas to wkurzylo. Zawolalismy szfe atej firmy, przyszla policja, wywiazala sie ogromna klotnia. Zaczelismy straszyc ambasada. W innej firme, np. Pluma, robia tak jak w naszym kraju, dana firma odpowiada za przewoz, ale ze (ich tlumaczenie) my kupilsmy bilet 2godz przed, oni nie ponosza zadne odpowiedizlanosci. I policja byla z nimi! W koncu szef sie wkurzyl, powiedzial, ze nie ma dla nas czasu i jedyne, co moze zrobic to zwrocic pieniadze za bilety. Nam to nie wystarczylo. Sylwester sie zblizal, a my chcielismy byc nastepnego dnia w Sao Paulo. Jeden z policjantow dal nam numery telefonow do firmy obslugujacej ten terminal, ktora jest ponad wszystkimi firmami, a ze komisariat byl blisko to postanowilismy, ze tam sie udamy i zadzwonimy najpierw do ambasady z prosba o rozwiazanie tego problemu, a pozniej do szefa terminalu. Poszlismy jeszcze do szefa firmy RYSA i porposilismy o numer do nich oraz o nazwisko. I wtym momencie zmienil swoj ton i powiedzial, ze problem jest rozwiazany. Dolozy nam po 20tys guar, wymienimy to na reale, zamowi taxi, za ktora zaplaci i dojedziemy do Foz do Iguazu i stamtad Pluma za te pieniadze, ktore mam, czyli z wymiany to wychodzili 389reali, bedziemy mogli pojechac do Sao Paulo dzisiaj z Pluma. I potwierdzil, ze juz czekaja na nas, tylko musimy sie pospieszyc, bo autobus rusza za 2godz. Wiec my wsiadamy szybko do taxi i bierzemy pieczatki (ale ten paszport sie zapelnia) i docieramy na terminal. A tam nic nie wiedza i nie ma miejsc do Sao Paulo! Nawet przedstawiciel tej pieprzonej firmy RYSA z Foz nic nie wie. Dzwoni do Ciudad del Este, ale tam juz wszyscy poszli do domu. Ale sie wkurzylismy. W koncu decydujemy sie, ze jedziemy stad juz bezposrednio do Rio. Szukamy ak najwczesniejszego autobusu. Sa o 12 i 13.30, ale nie nie ma miejsc. Najwczesniej o godz.16. Wiec kupujemy za 176.5reali za osobe i mamy 21godzin do naszego autobusu. Jejku, zapowiada sie drugie Ibibobo! Bedziemy spac na terminalu. Maja wpada na pomysl, by pojsc na internet i by poszukac jakis osob z HC i moze nam sie uda. Byly 3 osoby, wiec dzwonimy do pierwszej z nich. Odbiera najpierw mama, potem tata. Rozmawia tylko po hiszpansku i sie dogaduje z nim, ze nie ma problemu. Odbiera nas z terminalu i mimo, ze to ich corka jest w HC, spimy u nich bez prawie nawiazywania kontaktu z ich corka.
Nastepnego dnia spotykamy sie z Elizabeth (z HC) i jemy sniadanie, a nastepnie obiad z grila. Maja gadajaca papuge i duzo egzotycznych drzew. Jej tat podwozi nas na terminal, skad w koncu o godz. 16 ruszamy do Rio (22,5godz, 1550km).

Brak komentarzy: