Waluta 1$ Amierykanski; problemem sa tylko banknoty o nominale wyzszym niz 20$-duzo jest falszywek i jest czesto problem z dokonaniem transakcji o takim nomianale.
Lot z Miami do Quito-ladne widoki: nad Jamajka, Panama i poniej juz jest ciemno; 2850km, cas 3h i 45 minut. 17stopni wieczorem. Na lotnisku ma czekac na mnie moj gospodarz, ale sie nie pojawia. Probuje do niego dzwonic na komorke ale (moj telefon nie dziala, a na lotnisku sa budki telefoniczne) pojawia sie info, ze nie ma takiego numeru. Prosze grupke starszych osob o probe polaczenia z ich komorki, ale jest to samo. Jeden z nich mowi po rosyjku (!) plynnie. Studiowal na Ukrainie przez 6 lat. Oferuja mi swoja pomoc w podwiezieniu i znalezieniu jakiegos hostelu na miescie. Ja
mialem jednak jeszcze inny kontakt i przy pomocy ich telefonu dzwonie do innego gospodarza ktory sie zgadza mnie przenocowac. Za 3 minuty zjawia sie koles u ktorego mialem wczeniej nocowac (co za pat!). Ale przyjechal wyjasnic sytuacje ze przez sytuacje w domu nie moze mnie goscic (tylko czemu tak sie spoznil?). Przyjechal po mnie ten drugi gospodarz i mieszanym transportem: taxi (5$ z lotniska-jesli ktos chce sie wydostac autobusem do centrum: musi przejsc przez ulice i tam sa autobusy za 0.25$ do centrum, na Stare MIasto: napis Centro-kolo 40 minut), autobus. Mieszka w dzielnicy Cumbayaville.
Pierwsze wrazenia i ciekawostki: ludzie sa mniejsi, jak jestes gringo (czyli bialy) od razu zwracaja na Ciebie uwage, minimalna placa 1.35$ za godzine, ale i tak kolo 50% spoleczenstwa zarabia kolo 100$ na miesiac; jest duza roznica w klasach spolecznych-bogaci i biedni; 2$ za godzine zarabia mechanik; piwo jest smaczne, a dziewczyny chyba ladne (stwierdzam to po wygladzie siostry mego gospodarza); paczka marihuany (kolo 500gram) kosztuje 15-20$, a pokaz striptizu 2$ (jest tu tez dzielnica Czerwonych Latarni).
Z rana po zimnym prysznicu ojciec Leonarda, u ktorego spie, oraz kawie, podwozi mnie autem do centrum. Jest druga osoba ktora mowi w tym kraju po rosyjsku, wiec konwersacja dobrze sie uklada. Teraz moge zobaczyc, ze Quito jest ladnie polozone w gorach (lezy na wysokosci 2850m.n.p.m.), a lasy i drzewa rosnace na gorach nie przypominaja naszych polskich. W centrum udaje sie na sniadanie: probuje Encoluado-duza micha zupy za 1.3$ z cebula i ryba, ktora wyglada jak mieso. Calkiem dobra. Wyruszam na poszukiwanie rownika (Ecuador znaczy rownik). Udaje sie na Av. de America, gdzie ma byc moj autobus. Przystanku nie ma, wystarczy wyjsc na ulice i machnac. Ale najpierw trzeba sie doczytac w gaszczu napisow na tabliczce autobusu docelowego miejsca. Czekam 15, 20 minut, nic nie przyjezdza. W koncu dowiaduje sie (moj hiszpanski nie jest taki zly-4 lata w szkole sredniej nie poszly na marne: gracias senora Piech), ze stad juz nie jada autobusy. Wsiadam wiec w autobus (0.25$) w kierunku Tuneles i wysiadam na Mira Florez. Tam lapie autobus niebieski (azul) do Mitad del Mundo (jedzie tez zielony w tamtym kierunku-verde). Czas przejazdu 45 minut (0.25$). Ja mijam to miejsce, po to by zobaczyc jeszcze krater wulkanu Puluahua (autobusy azul jada tam)-doplata 0.25$ i 15 minut wiecej. Po drodze jeszcze sie zatrzymujemy przy jakim sklepie, w ktorym
jest zegar, a pod zegarem kierowca wbija godzine (byl za wczesnie wedlug rozkladu, wiec czekalismy tam 10 minut)-na tej podstawie jest sprawdzany. Zajezdzam na petle i stamtad w prawo ide do krateru (caly czas glowna droga) okolo 2km. Na gorze ogromna mgla, wiec z widokow nici. Czekam troche ale nic nie zapowiada sie zeby cos sie zmienilo (mozna tez za 5$ zejsc na dol wulkanu-ja tego nie robie ze wzgledu na prawdopodobne marne widoki na dole) i wracam na dol. Po drodze widze pierwsze lamy i swinki biegajace po ulicy (jak w Gruzji). Wsiadam do autobusu i jade na Mitad del Mundo. Wchodze (bilet 2$, brak znizek) na spory kompleks z muzeami i pomnikiem. Zbyt turystyczne miejsce, z muzeow ciekawe muzeum zaraz po lewej stronie, gdzie jest duza makieta Quito. W sumie chyba wszedlem na ten kompleks po to, by zrobic zdjecie, bo dla mnie nie przedstawia ono zbyt duzej wartosci. A na dodatek nie jest to rownik. Rownik znajduje sie 240metrow na prawo od pomnika (blad pomiaru Francuza, skorygowany przez GPS 10 lat temu). Po wyslaniu pocztowek do domu (1$ znaczek) udaje sie do Museo Solar Inti nan, gdzie jest ten prawdziwy rownik. Warto bylo zaplacic 3$ za wstep, bo obiekt jest ciekawy. Oprawadzaja studenci (turystyki z Quito) po otwartym wnetrzu. Mozna zobaczyc kilka ciekawych chatek z dzungli, zakonserwowanych niebezpiecznych zwierzat, prawdziwa zakonserwowana glowe dziecka czlowieka. Ale mnie najbardziej interesowaly triki, ktore mozna zrobic na rowniku. Najciekawsze: mozna postawic jajko na glowce gwozdzia, przy odpowiednim balansie; proba sil (na rowniku jest inna grawitacja-jest sie lzejszym; wystwarczy odejsc metr od lini wyznaczajacej rownik i mozna sie o tym przekonac: silowanie odgorne na reke-czlowiek nawet sliny jak ja :) nie mial szans z kobieta); ruch wody ( na polkuli polnocnej woda plywa wedlug wskazowek zegara, na poludniowj odwrotnie, a na samym rowniku nie kreci sie-test przeprowadzony przy przenosnym zlewie; tak jak przy probie sil, wystarczy przejsc metr w bok by to zauwazyc). Przewodniczka opowiada tez pare ciekawostek o cieniu na rowniku oraz o tym, ze slonce zachodzi i wschodzi codziennie o tej samej porze przez caly rok, czyli o 6. Muzeum o wiele lepiej jest polecane przeze mnie niz ten komplek turystyczny.
Po tym wszystkim udaje sie do Quito. Samo miasto przypomina mi wiele takich mniejszych miast w Chinach a ze wzgledu na duza ilosc zoltych taksowek mam wrazenie ze jestem znow w Syrii. Na stare miasto dojezdzam do La Marin(z przesiadka po drodze na ostatnim przystanku-przesiadka jest bezplatna). Znajduje ciekawy hostel (ladnie wyglada) na miejscu: Hostal Rincon Familiar, Flores No. (353) N3-49 y Sucre.Centro Historico. Ceny od 5$ za osobe, polecam.
Stare Miasto zaskakuje mnie pozytywnie poczynajac od Plaza de Independiencia. Jest sporo ciekawych kosciolow: katedra, San Francisco i inne (do niektorych wstep jest platny-ja nie wchodze do wszystkich). Podczas zwiedzania zaczyna mocno padac i nie dochodze do bazyliki. Przesiaduje ten czas w kafejce internetowej (godz 0.8$) a potem udaje sie przez stacje La Marin autobusem do Nowego Miasta, gdzie w jednym z barow mam spotkanie z innymi osobami z Couch Surfing. Miejsce spotkania-Mariscal (turystow od groma, hotelikow jeszcz
e wiecej, na kazda kieszen). Na spotkaniu dowiaduje sie, ze wlasnie godzine temu samolot Iberii ladujac nie wyhamowal na pasie i zatrzymal sie na ogrodzeniu z ponad 300 osobami na pokladzie (nikomu nic sie nie stalo). Po spotkaniu wracam do domu.
A dzis jeden z najwazniejszych celow w Quito-wiezienie El Inca (El Carcel de las mujeres)-czyli najprawdziwsze wiezienie dla kobiet (otwarte sr 10-12 i 13-15 oraz st i ndz 10-12, 13-16). To nie jest miejsce turystyczne, a ze w wiezieniu nigdy nie bylem i tyle w tv naoogladalem sie o wiezniach z Ameryki Pd, a dodatkowo bylem natchniony 3 seria serialu Prison Break, wiec tam poszedlem. Znajduje sie przy skrzyzowaniu Ave El Inca i 6 de Dicembre, a dokladnie przy ul De las Toronjas. Nie mozna wziasc tel kom, aparatu (naprzeciw jest bar i przechowalnia bagazu’nie wiem czy pewna). Trzeba wziac paszport. Wchodze, straznicy na mnie sie patrza, jak na malpe w zoo i pytaja sie co tu robie. Ja na to· Quiero visitar extranjeros presos (chce odwiedzic zagranicznych wiezniow). Quien (kogo?). Ja na to ze np. wiezniow z USA. Powiedzieli, ze ok. Wystawilem reke i machneli mi pieczatke na pol przedramienia. Paszport zabrali i poszedlem na kontrole osobista-straznicy dostali ode mnie stare 50zl ze Swierczewskim na pamiatke (nosze stare banknoty by oddac w razie napasci). Kolejna pieczatka na pol przedramienia i mam reke z niezlymi tatuazami. Po wejsciu do srodka od razu wrazenie nie do opisania. Dlugi, szeroki korytarz; po lewej i prawej stronie 4 czy 5 pietrowy budynek, powywieszane ciuchy, no a naprzeciwko patrzace na mnie grupy kobiet-wiezniow. Strazniczka doprowadzila mnie do gosciowy z RPA (biala kobieta), ktora siedziala z Kolumbijczykiem-adwokatem. Wyjasnilem o co chodzi, a ona na to, ze takie osoby jak ja to tu raczej nie przychodza, ale ona ma duuuzo czasu dla wszystkich. I oprowadzila mnie po wiezieniu. Wiezniow jest kolo 500, a obcokrajowcow jest 10-12 kobiet: RPA (ta co spotkalem i Aniela czy jakos tak), Rosja (Zina), Niemcy (Marini) i inne. Z tymi czterema rozmawialem. Wszyscy siedza za przemyt narkotykow i zostali zlapani na lotnisku w Quito. Poczatki sa ciezkie-wrzucaja do wiezienia (doslownie) i nie masz nic oprocz ubrania na sobie. Za wszystko musisz placic: prad, gaz. Nawet celi a tym bardziej lozka nie dostajesz. Lozko kosztuje od 20$ do 35$ (jednorazowa oplata). Na poczatku spi sie na ziemi-nie ma sie nikogo, by pomogl. Zarobic mozna przy roznych pracach m.in. robienie kartek na swieta (1$ za godz). Nie chce jakos patrzec na tych ludzi litosciwym okiem, bo wiedzieli co ryzykuja, przemycajac narkotyki i staram sie pisac o tym obiektywnie. A przemyt byl rozny i rozne byly powody ku temu. Maksymalnie mozna dostac w Ekwadorze 16 lat za to. Czesto jest sie obserwowanym juz od wylotu z Europy. Zwracaja uwage osoby, ktore dziwnie sie zachowuja i nie podejmuja zadnego jedzenia-wiele narkotykow bylo przemycanych w zoladku (kulki wielkosci winigron) i zeby nie pobudzac sokow trawiennych, taka osoba nie mogla nic jesc przez cala podroz. Agenci maja na to swoje sposoby, by znalezc takie osoby. Po aresztowaniu i wrzuceniu do wiezienia dana osoba nie ma zalozonej sprawy nawet kolo 2-3 lat i nie wie przez ten okres czasu ile bedzie siedziec. Przez 5 lat ucieczki probowalo 6 kobiet (tylko 2 nie zlapano, reszta albo zginela, albo wrocila z powrotem). Zamieszki sie nie zdarzaja czesto, zabojstwa tez nie. Kobiety sa z dziecmi przez caly okres trwania zamkniecia. Z tych 4 kobiet z ktorymi rozmawialem ta Rosjanka nie za bardzo mi pasowala do tego miejsca. Nie wolno im miec tel kom (wiekszosc i tak ma), cele sa malutkie, a w nich tv, radio, dvd. Wszystko trzeba kupic, nic sie nie dostaje za darmo: jedynie za darmo jest posilek dwa razy dziennie, ale jest tak ochydny, ze malo kto to je. Kobiety mimo, ze sa zamkniete i wiekszosc tych, z ktorymi rozmawialem siedzi 4-5 lat a wyjda za 3-4 lata, dbaja o siebie tak, jakby mialy wyjsc na randke. Zreszta nie bylem jedynym facetem tam i na pewno z niejednym odwiedzjacym mogly sobie pofiglowac. Z pusta reka nie chcialem tam isc, wiec przynioslem im pare paczek papierosow i kilka slodkich bulek. Ciesza sie ze wszystkiego, co sie przyniesie, a najbardziej potrzebne to fajki, jedzenie, papier toaletowy.
Wizyta jest naprawde niesamowita i pozostanie w mojej pamieci na dlugo.Po wyjsciu z wiezenia dostaje z powrotem moj paszport i jade do domu. Udaje sie autobusami do siedziby firmy Reina del Camina, by stamtad odjechac autobusem do Santo Domingo de los Colorados. Autobusy z Quito odjezdzaja albo spod swoich siedzib, albo z dworca glownego. Tyle sie nasluchalem o tym dworcu zlego (napasci na osoby nawet w ciagu dnia), wiec dmuchajac na zimnie ruszam do jednej z siedzib przewozowych. Bilet kosztuje 3$, czas przejazdu 3h-140km.
Lot z Miami do Quito-ladne widoki: nad Jamajka, Panama i poniej juz jest ciemno; 2850km, cas 3h i 45 minut. 17stopni wieczorem. Na lotnisku ma czekac na mnie moj gospodarz, ale sie nie pojawia. Probuje do niego dzwonic na komorke ale (moj telefon nie dziala, a na lotnisku sa budki telefoniczne) pojawia sie info, ze nie ma takiego numeru. Prosze grupke starszych osob o probe polaczenia z ich komorki, ale jest to samo. Jeden z nich mowi po rosyjku (!) plynnie. Studiowal na Ukrainie przez 6 lat. Oferuja mi swoja pomoc w podwiezieniu i znalezieniu jakiegos hostelu na miescie. Ja
mialem jednak jeszcze inny kontakt i przy pomocy ich telefonu dzwonie do innego gospodarza ktory sie zgadza mnie przenocowac. Za 3 minuty zjawia sie koles u ktorego mialem wczeniej nocowac (co za pat!). Ale przyjechal wyjasnic sytuacje ze przez sytuacje w domu nie moze mnie goscic (tylko czemu tak sie spoznil?). Przyjechal po mnie ten drugi gospodarz i mieszanym transportem: taxi (5$ z lotniska-jesli ktos chce sie wydostac autobusem do centrum: musi przejsc przez ulice i tam sa autobusy za 0.25$ do centrum, na Stare MIasto: napis Centro-kolo 40 minut), autobus. Mieszka w dzielnicy Cumbayaville.Pierwsze wrazenia i ciekawostki: ludzie sa mniejsi, jak jestes gringo (czyli bialy) od razu zwracaja na Ciebie uwage, minimalna placa 1.35$ za godzine, ale i tak kolo 50% spoleczenstwa zarabia kolo 100$ na miesiac; jest duza roznica w klasach spolecznych-bogaci i biedni; 2$ za godzine zarabia mechanik; piwo jest smaczne, a dziewczyny chyba ladne (stwierdzam to po wygladzie siostry mego gospodarza); paczka marihuany (kolo 500gram) kosztuje 15-20$, a pokaz striptizu 2$ (jest tu tez dzielnica Czerwonych Latarni).
Z rana po zimnym prysznicu ojciec Leonarda, u ktorego spie, oraz kawie, podwozi mnie autem do centrum. Jest druga osoba ktora mowi w tym kraju po rosyjsku, wiec konwersacja dobrze sie uklada. Teraz moge zobaczyc, ze Quito jest ladnie polozone w gorach (lezy na wysokosci 2850m.n.p.m.), a lasy i drzewa rosnace na gorach nie przypominaja naszych polskich. W centrum udaje sie na sniadanie: probuje Encoluado-duza micha zupy za 1.3$ z cebula i ryba, ktora wyglada jak mieso. Calkiem dobra. Wyruszam na poszukiwanie rownika (Ecuador znaczy rownik). Udaje sie na Av. de America, gdzie ma byc moj autobus. Przystanku nie ma, wystarczy wyjsc na ulice i machnac. Ale najpierw trzeba sie doczytac w gaszczu napisow na tabliczce autobusu docelowego miejsca. Czekam 15, 20 minut, nic nie przyjezdza. W koncu dowiaduje sie (moj hiszpanski nie jest taki zly-4 lata w szkole sredniej nie poszly na marne: gracias senora Piech), ze stad juz nie jada autobusy. Wsiadam wiec w autobus (0.25$) w kierunku Tuneles i wysiadam na Mira Florez. Tam lapie autobus niebieski (azul) do Mitad del Mundo (jedzie tez zielony w tamtym kierunku-verde). Czas przejazdu 45 minut (0.25$). Ja mijam to miejsce, po to by zobaczyc jeszcze krater wulkanu Puluahua (autobusy azul jada tam)-doplata 0.25$ i 15 minut wiecej. Po drodze jeszcze sie zatrzymujemy przy jakim sklepie, w ktorym

jest zegar, a pod zegarem kierowca wbija godzine (byl za wczesnie wedlug rozkladu, wiec czekalismy tam 10 minut)-na tej podstawie jest sprawdzany. Zajezdzam na petle i stamtad w prawo ide do krateru (caly czas glowna droga) okolo 2km. Na gorze ogromna mgla, wiec z widokow nici. Czekam troche ale nic nie zapowiada sie zeby cos sie zmienilo (mozna tez za 5$ zejsc na dol wulkanu-ja tego nie robie ze wzgledu na prawdopodobne marne widoki na dole) i wracam na dol. Po drodze widze pierwsze lamy i swinki biegajace po ulicy (jak w Gruzji). Wsiadam do autobusu i jade na Mitad del Mundo. Wchodze (bilet 2$, brak znizek) na spory kompleks z muzeami i pomnikiem. Zbyt turystyczne miejsce, z muzeow ciekawe muzeum zaraz po lewej stronie, gdzie jest duza makieta Quito. W sumie chyba wszedlem na ten kompleks po to, by zrobic zdjecie, bo dla mnie nie przedstawia ono zbyt duzej wartosci. A na dodatek nie jest to rownik. Rownik znajduje sie 240metrow na prawo od pomnika (blad pomiaru Francuza, skorygowany przez GPS 10 lat temu). Po wyslaniu pocztowek do domu (1$ znaczek) udaje sie do Museo Solar Inti nan, gdzie jest ten prawdziwy rownik. Warto bylo zaplacic 3$ za wstep, bo obiekt jest ciekawy. Oprawadzaja studenci (turystyki z Quito) po otwartym wnetrzu. Mozna zobaczyc kilka ciekawych chatek z dzungli, zakonserwowanych niebezpiecznych zwierzat, prawdziwa zakonserwowana glowe dziecka czlowieka. Ale mnie najbardziej interesowaly triki, ktore mozna zrobic na rowniku. Najciekawsze: mozna postawic jajko na glowce gwozdzia, przy odpowiednim balansie; proba sil (na rowniku jest inna grawitacja-jest sie lzejszym; wystwarczy odejsc metr od lini wyznaczajacej rownik i mozna sie o tym przekonac: silowanie odgorne na reke-czlowiek nawet sliny jak ja :) nie mial szans z kobieta); ruch wody ( na polkuli polnocnej woda plywa wedlug wskazowek zegara, na poludniowj odwrotnie, a na samym rowniku nie kreci sie-test przeprowadzony przy przenosnym zlewie; tak jak przy probie sil, wystarczy przejsc metr w bok by to zauwazyc). Przewodniczka opowiada tez pare ciekawostek o cieniu na rowniku oraz o tym, ze slonce zachodzi i wschodzi codziennie o tej samej porze przez caly rok, czyli o 6. Muzeum o wiele lepiej jest polecane przeze mnie niz ten komplek turystyczny.
Po tym wszystkim udaje sie do Quito. Samo miasto przypomina mi wiele takich mniejszych miast w Chinach a ze wzgledu na duza ilosc zoltych taksowek mam wrazenie ze jestem znow w Syrii. Na stare miasto dojezdzam do La Marin(z przesiadka po drodze na ostatnim przystanku-przesiadka jest bezplatna). Znajduje ciekawy hostel (ladnie wyglada) na miejscu: Hostal Rincon Familiar, Flores No. (353) N3-49 y Sucre.Centro Historico. Ceny od 5$ za osobe, polecam.
Stare Miasto zaskakuje mnie pozytywnie poczynajac od Plaza de Independiencia. Jest sporo ciekawych kosciolow: katedra, San Francisco i inne (do niektorych wstep jest platny-ja nie wchodze do wszystkich). Podczas zwiedzania zaczyna mocno padac i nie dochodze do bazyliki. Przesiaduje ten czas w kafejce internetowej (godz 0.8$) a potem udaje sie przez stacje La Marin autobusem do Nowego Miasta, gdzie w jednym z barow mam spotkanie z innymi osobami z Couch Surfing. Miejsce spotkania-Mariscal (turystow od groma, hotelikow jeszcz
e wiecej, na kazda kieszen). Na spotkaniu dowiaduje sie, ze wlasnie godzine temu samolot Iberii ladujac nie wyhamowal na pasie i zatrzymal sie na ogrodzeniu z ponad 300 osobami na pokladzie (nikomu nic sie nie stalo). Po spotkaniu wracam do domu.A dzis jeden z najwazniejszych celow w Quito-wiezienie El Inca (El Carcel de las mujeres)-czyli najprawdziwsze wiezienie dla kobiet (otwarte sr 10-12 i 13-15 oraz st i ndz 10-12, 13-16). To nie jest miejsce turystyczne, a ze w wiezieniu nigdy nie bylem i tyle w tv naoogladalem sie o wiezniach z Ameryki Pd, a dodatkowo bylem natchniony 3 seria serialu Prison Break, wiec tam poszedlem. Znajduje sie przy skrzyzowaniu Ave El Inca i 6 de Dicembre, a dokladnie przy ul De las Toronjas. Nie mozna wziasc tel kom, aparatu (naprzeciw jest bar i przechowalnia bagazu’nie wiem czy pewna). Trzeba wziac paszport. Wchodze, straznicy na mnie sie patrza, jak na malpe w zoo i pytaja sie co tu robie. Ja na to· Quiero visitar extranjeros presos (chce odwiedzic zagranicznych wiezniow). Quien (kogo?). Ja na to ze np. wiezniow z USA. Powiedzieli, ze ok. Wystawilem reke i machneli mi pieczatke na pol przedramienia. Paszport zabrali i poszedlem na kontrole osobista-straznicy dostali ode mnie stare 50zl ze Swierczewskim na pamiatke (nosze stare banknoty by oddac w razie napasci). Kolejna pieczatka na pol przedramienia i mam reke z niezlymi tatuazami. Po wejsciu do srodka od razu wrazenie nie do opisania. Dlugi, szeroki korytarz; po lewej i prawej stronie 4 czy 5 pietrowy budynek, powywieszane ciuchy, no a naprzeciwko patrzace na mnie grupy kobiet-wiezniow. Strazniczka doprowadzila mnie do gosciowy z RPA (biala kobieta), ktora siedziala z Kolumbijczykiem-adwokatem. Wyjasnilem o co chodzi, a ona na to, ze takie osoby jak ja to tu raczej nie przychodza, ale ona ma duuuzo czasu dla wszystkich. I oprowadzila mnie po wiezieniu. Wiezniow jest kolo 500, a obcokrajowcow jest 10-12 kobiet: RPA (ta co spotkalem i Aniela czy jakos tak), Rosja (Zina), Niemcy (Marini) i inne. Z tymi czterema rozmawialem. Wszyscy siedza za przemyt narkotykow i zostali zlapani na lotnisku w Quito. Poczatki sa ciezkie-wrzucaja do wiezienia (doslownie) i nie masz nic oprocz ubrania na sobie. Za wszystko musisz placic: prad, gaz. Nawet celi a tym bardziej lozka nie dostajesz. Lozko kosztuje od 20$ do 35$ (jednorazowa oplata). Na poczatku spi sie na ziemi-nie ma sie nikogo, by pomogl. Zarobic mozna przy roznych pracach m.in. robienie kartek na swieta (1$ za godz). Nie chce jakos patrzec na tych ludzi litosciwym okiem, bo wiedzieli co ryzykuja, przemycajac narkotyki i staram sie pisac o tym obiektywnie. A przemyt byl rozny i rozne byly powody ku temu. Maksymalnie mozna dostac w Ekwadorze 16 lat za to. Czesto jest sie obserwowanym juz od wylotu z Europy. Zwracaja uwage osoby, ktore dziwnie sie zachowuja i nie podejmuja zadnego jedzenia-wiele narkotykow bylo przemycanych w zoladku (kulki wielkosci winigron) i zeby nie pobudzac sokow trawiennych, taka osoba nie mogla nic jesc przez cala podroz. Agenci maja na to swoje sposoby, by znalezc takie osoby. Po aresztowaniu i wrzuceniu do wiezienia dana osoba nie ma zalozonej sprawy nawet kolo 2-3 lat i nie wie przez ten okres czasu ile bedzie siedziec. Przez 5 lat ucieczki probowalo 6 kobiet (tylko 2 nie zlapano, reszta albo zginela, albo wrocila z powrotem). Zamieszki sie nie zdarzaja czesto, zabojstwa tez nie. Kobiety sa z dziecmi przez caly okres trwania zamkniecia. Z tych 4 kobiet z ktorymi rozmawialem ta Rosjanka nie za bardzo mi pasowala do tego miejsca. Nie wolno im miec tel kom (wiekszosc i tak ma), cele sa malutkie, a w nich tv, radio, dvd. Wszystko trzeba kupic, nic sie nie dostaje za darmo: jedynie za darmo jest posilek dwa razy dziennie, ale jest tak ochydny, ze malo kto to je. Kobiety mimo, ze sa zamkniete i wiekszosc tych, z ktorymi rozmawialem siedzi 4-5 lat a wyjda za 3-4 lata, dbaja o siebie tak, jakby mialy wyjsc na randke. Zreszta nie bylem jedynym facetem tam i na pewno z niejednym odwiedzjacym mogly sobie pofiglowac. Z pusta reka nie chcialem tam isc, wiec przynioslem im pare paczek papierosow i kilka slodkich bulek. Ciesza sie ze wszystkiego, co sie przyniesie, a najbardziej potrzebne to fajki, jedzenie, papier toaletowy.
Wizyta jest naprawde niesamowita i pozostanie w mojej pamieci na dlugo.Po wyjsciu z wiezenia dostaje z powrotem moj paszport i jade do domu. Udaje sie autobusami do siedziby firmy Reina del Camina, by stamtad odjechac autobusem do Santo Domingo de los Colorados. Autobusy z Quito odjezdzaja albo spod swoich siedzib, albo z dworca glownego. Tyle sie nasluchalem o tym dworcu zlego (napasci na osoby nawet w ciagu dnia), wiec dmuchajac na zimnie ruszam do jednej z siedzib przewozowych. Bilet kosztuje 3$, czas przejazdu 3h-140km.
3 komentarze:
mniej buchalterii i poprawności politycznej a więcej własnych refleksji bo będzie nudnie - chyba, że czyta to twoja mama i rodzina Darek ,,Kapusta ''
Pozdrawiam z mroznych Suwaliszek ;) Dzisiaj pewnie -8 nad ranem bedzie, wczoraj snieg padal :D Powodzenia! Popek
tak, czyta to moja mama :) ale tez nie o to mi w tym chodzi. otoz to ma byc relacja, szczegolnie dla tych ktorzy nigdy tam nie byli, a tez chcieliby uzyskac kilka praktycznych informacji. poza tym wlasne refleksje zapisuje w dzienniku a tu same fakty. na refleksje przyjdzie czas po podrozy. Wowczas bedzie okazja do spotkania.pozdrawiam Darku
Prześlij komentarz