Do Peru przyjezdzam o godz. 22 na Terminal Fiori. Ponoc bardzo niebezpieczne miejsce noca. Rzeczywiscie malo ciekawe. Jest tam duza mieszanka osob spod ciemnej gwaizdy. Autobus zatrzymuje sie przy ulicy. Ale ten terminal nie byl doeclowym=mial jechac dalej. W wyniku tego wywiazuje sie sprzeczka pomiedzy pasazerami a kierowca. W pewnym momencie jeden z pasazerow zaczyna sie bic z kierowca (!). Co za mentalnosc. Opuszczam jak najszybciej to miejsce i jade busikiem do tesciow kolezanki z Polski, ktora mieszka w Limie od 2lat. Znajduje ich dom i ide na zasluzony wypoczynek. Nastepnego dnia-ndz 18.11-jedziemy jeszcze na poludnie kolo 70 km by zobaczyc domek tesciow i krajobraz po ostatnim trzesieniu ziemi, ktorego epicentrum mialo miejsce 60 km od tego
miejsca. Rzeczywiscie mozna znalezc domy, ktore wygladaja jak po ataku bombowym. Nastepnie udajemy sie na lotnisko, by odebrac znajomych z lotniska, ktorzy przylatuja z Meksyku (to z nimi wyruszalem z Polski). Udajemy sie do domu i nastepnie z Mackiem i Grzeskiem idziemy na najwieksza dla mnie atrakcje tego dnia: mecz w ramach eliminacji Mistrzostw Swiata 2010 Peru-Brazylia. Bilet kupilismy za 120 soli (100zl). Moze to duzo, ale nie wiem kiedy bede mial okazje byc na takim meczu. Atmosfera jest troche inna jak przed naszymi meczami. Dozu osob tanczy, sie bawi. Dociearmy na stadion w sama pore. Mecz calkiem emocjonujacy. Ogladanie na zywo Brazylii daje duza
satysfakcje. Pilkarze graja niesamowita pilke. Stadion miesci kolo 62 tys osob i jest praktycznie wypelniony po brzegi. Jak kilka osob dowiaduje sie, ze jestesmy z Polski, to pytaja sie, czy przyjechalismy ogladac graczy, by ich kupic. Jest tez troche kibicow z Brazylii. Z gwiazd Brazylii sa obecni Ronaldinho, ktory za duzo tego dnia nie pokazal, Kaka i inni. Mecz konczy sie wynikiem 1-1 i wydawal sie byc zasluzonym. My juz wychodzac ze stadiony spiewamy Polska Bialo-
Czerwoni, czym wzbudzamy mala sensacje, bo ogolnie doping przed, na i po meczu nie byl zbyt rewelacyjny (nie ma to jak polska publicznosc). Wieczorem udajemy sie na szybkie nocne zwiedzanie centrum Limy, czyli na glowny plac (de Armas). Wiem, ze na Lime bede mial czas na powrocie, wiec nie poswiecam jej teraz zbyt duzo czasu.
miejsca. Rzeczywiscie mozna znalezc domy, ktore wygladaja jak po ataku bombowym. Nastepnie udajemy sie na lotnisko, by odebrac znajomych z lotniska, ktorzy przylatuja z Meksyku (to z nimi wyruszalem z Polski). Udajemy sie do domu i nastepnie z Mackiem i Grzeskiem idziemy na najwieksza dla mnie atrakcje tego dnia: mecz w ramach eliminacji Mistrzostw Swiata 2010 Peru-Brazylia. Bilet kupilismy za 120 soli (100zl). Moze to duzo, ale nie wiem kiedy bede mial okazje byc na takim meczu. Atmosfera jest troche inna jak przed naszymi meczami. Dozu osob tanczy, sie bawi. Dociearmy na stadion w sama pore. Mecz calkiem emocjonujacy. Ogladanie na zywo Brazylii daje duza
satysfakcje. Pilkarze graja niesamowita pilke. Stadion miesci kolo 62 tys osob i jest praktycznie wypelniony po brzegi. Jak kilka osob dowiaduje sie, ze jestesmy z Polski, to pytaja sie, czy przyjechalismy ogladac graczy, by ich kupic. Jest tez troche kibicow z Brazylii. Z gwiazd Brazylii sa obecni Ronaldinho, ktory za duzo tego dnia nie pokazal, Kaka i inni. Mecz konczy sie wynikiem 1-1 i wydawal sie byc zasluzonym. My juz wychodzac ze stadiony spiewamy Polska Bialo-
Czerwoni, czym wzbudzamy mala sensacje, bo ogolnie doping przed, na i po meczu nie byl zbyt rewelacyjny (nie ma to jak polska publicznosc). Wieczorem udajemy sie na szybkie nocne zwiedzanie centrum Limy, czyli na glowny plac (de Armas). Wiem, ze na Lime bede mial czas na powrocie, wiec nie poswiecam jej teraz zbyt duzo czasu.Nastepnego dnia zegnamy sie z Zuza, Marysia, ktore wraz z Mariuszem jada na poludnie, a Maja, Lukasz i ja szykujemy sie do wyjazdu do Cuzco. Jedziemy autobusem firmy CIVA (terminal przy 28 de julio) za 80 soli (19godz). Najtansze autobusy sa za 60 soli, ale tamte maja statystycznie czesciej wypadki. Ruszamu o 17 i w ramach ceny mamy kolacje na cieplo i sniadanie. Dobre jest jeszcze to, ze tuz przed wyjazdem, wszedl koles z kamera i nagrywal kazdego pasazera. Na pytanie czemu to robil, odpowiedzial, ze to dla bezpieczenstwa (tak, latwiej pozniej rozpoznac ciala, po np. upadku w przepasc). Nocny przejazd to maly koszmar, bo niezle buja i jest zimno (w autobusie 15 stopni).


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz