poniedziałek, 26 listopada 2007

Jez. Titicaca - Bolivia



Boliwia waluta-1$=7.6bolivares, 1euro=11bolivares.Czas +1h w stosunku do Peru.
W Puno (jeszcze Peru) jestesmy o 5:30 i od razu znajdujemy autobus do Copacabany na 7:30 za 10 soli (4h, 140km) firmy Tour Peru. Jeszcze w Puno kupujemy kilka owocow-dosyc tanie-na jakims glownym straganie niedaleko dworca. Wracamy i jedziemy autobusem w kierunku Boliwii. Przed sama granica zatrzymujemy sie przy kantorze. Pozniej granica. Nie jest to typowe przejscie, bo samemu trzeba latac od budki do budki i w sumie jak ktos nie ma pieczatki to nic sie nie dzieje. Jesli ktos nie ma peruwianskiej karty wyjazdowej (dostaje sie przy wjezdzie) to musi placic 5$. Na granicy jakis mlody chlopak pyta sie po polsku (miejscowy) czy my chciec czyscic buty. My ze nie. A moze wymienimi u niego zlotowki? i nagle wyciaga 4zl, ktore wymieniam mu na sole. Zaraz podeszli Czesi, wiec wyciagnal korony czeskie-no fajnie, miedzynarodowe przejscie.
W Copacabanie jestesmy o 12 i udajemy sie na poszukiwanie statku na Isla del Sol. Nie ma co isc do portu, i tak trzeba kupic bilet w jednej z wielu agencji w miescie za 10bolivanos (czesc poludniowa). Promy odplywaja o 8:15 i 13:30. Po malych zakupach idziemy na prom i plyniemy kolo poltorej godziny. Docieramy do Yumani (pd), ale nas ta czesc nie interesuje. Od razu pojawia sie chmara naciagaczy, ktorzy proponuja noclegi. My jednak znajdujemy pare chetnych osob z naszego stateczka i plyniemy po 15bolivanianos na polnoc do Challapampy (30minut). Na mniejszej lodeczce, ktora plyniemy poznajemy Jenny z Belgii. My mamy namiar na wyspie na czlowieka imieniem Bernardino (wszyscy go znaja na pn czesci wyspy). Jest to czlowiek, ktory gosci ludzi na zasadzie co laska. Poza tym bywa u niego sporo gosci i jest bardzo fajnym czlowiekiem. Jenny tez do niego jedzie (dobrze, ze nikt wiecej). Odnajdujemy jego chate i kwaterujemy sie. Warunki jak to warunki toaleta na zewnatrz, bez wody, ale widok z domu bardzo ladny. Schodzimy do centrum wioseczki, w ktorej mieszka kolo 300osob na rybke (20-24bolivianos)-smaczna; i nastepnie idziemy w kierunku polnocnym, czyli ruin. Do ruin nie dochodzimy, bo podziwiamy piekny zachod slonca, a z drugiej strony widok na osniezone gory masywu kolo La Paz. Wracamy do domu i poznajemy Bernardino (wczesniej przyjela nas jego zona). Jak dowiedzial sie, ze jestesmy z Polski, wspomnial wizyte jakis Polakow i mowi: co my tam pilismy? a juz wiem! gudka, nie a juz wiem wodka! No tak, nasi krajanie...Ale mile.
Nastepny dzien to mial byc dzien odpoczynku i taki tez byl. Z rana poplynelismy lodka z zaglem (bo trudno to nazwac zaglowka) na cotygodniowa kolejke spotkan w pilke nozna w ramach ligi Isla del Sol. Bernardino gra w druzynie, ktora zajmuje 1 miejsce i to sie potwierdza podczas meczu, ktory wygrywaja chyba z 15-0. Boiska to takiego dawno nie widzialem-nierowne jak falujace jezioro i kupa kamieni na nim. Poza tym w czasie meczu ktos tam chodzi z dziadkow po boisku, jakies dziecko gra w pilke (na boisku). Ogolnie bardzo luzna atmosfera. Z porotem wracamy tez lodka, ale ze nie bylo mozna wykorzystac wiatru, wiec yrzeba bylo wioslowac. I tu pomoglem, ale odciski pozostaly :) Wioseczka na polnocy ma swoj niesamowity klimat: biegaja na wolnosci swinki, osly. Kobiety przeda nic, nikt nigdzie sie nie spieszy.
Lodzie z tego miejsca na poldunie wyplywaja (z reszta
kazdy mowi co innego) o 13:30, a bezposrednio do Copacabany w sr,st i ndz o 7:30 (20bolivianos). My nastepnego dnia z rana po pozegnaniu sie z Bernardino (zostawilismy mu po 20bol za te 2 noce) idziemy piechota na poludnie. Po drodze fajne widoki i jakas samozwancza bramka, gdzie pobierana jest jakas bzdurna oplata, ktorej oczywiscie nie placimy. No i teraz mozemy sie przekonac jak poludnie wyspy jest okropne: turysta na turyscie, knajpka na knajpce i hostal na hostelu. Dzieki Bogu tu nie bylismy za dlugo, bo poludnie jest nie do porownania z piekna (jeszcze!) polnoca. Lapiemy statek (sa 2 o godz 10:30 i 16) i za 15bol (nie za 10!) plyniemy do Copacabany. Stamtad juz kupujemy bilety do La Paz na 13:30 za 15bol i jedziemy do stolicy Boliwii.

Brak komentarzy: