
Znajdujemy nocleg za 15 soli z prywatna lazienka w Hostalu Willcamaya przy Imperio de los Incas. Pierwszy z tanszych po drodze z torow. Jak sie pozniej okazalo za taka cene mozna znalezc w wielu miejscach.
Nastepnego dnia idziemy na piechotke na Machu Picchu. Szlismy juz tedy wczoraj i nawet tego nie wiedzielismy. Mozna tez dojechac na MP za 12$ tam i z powrotem, ale my decydujemy sie na godzine i 15 minut marszu. Od czasu do czasu pada, wiec wejscie nie jest za ciekawe. Biletow tez z soba nie mamy (normalnie kupuje sie je w Aguas Calientes), a wszyscy nas zapewniaja, ze na gorze kuìc nie mozna (prawda jest taka, ze mozna). Widzac tak ogromna liczbe turystow i znajac cene (120soli dorosly i 60 studenci) za bilet decydujemy sie na trik z Xian (Tomji pamietasz?), ktory wypala i wchodzimy za darmo (autentycznie nie chcemy karmic tej skarbonki bez dna). Samo Machu Picchu nie powala, ale jest calkiem przyjemne. Mozna wejsc tez na gore Wayna Picchu by podziwiac wdoki. W MP mozna spokojnie spedzic pol dnia. Nas wygania stamtad deszcze i wladnie wtych strugach schodzimy do Aguas Calientes. No wlasnie-skad ta nazwa (po naszemu cieple wody). Chcemy to sprawdzic i idzemy do k
ompleksu basenow (wstep za 10 soli). Jest to kompleks brudnych basenow z woda o temp 38 stopni, wiec czulismy sie tak jakbysmy zanurzali sie w wannie. Nic ciekawego, ale tego dnia potrzebowalismy tego. Patrzymy tez jakie ceny sa pociagu powrotnego (34$ najtaniej do Ollantaytambo za 45km jazdy! To chyba najdrozsza kolej na Swiecie). My nie chcemy wracac ta sama droge ze wzgledu na monotonnosc i brak checi przezycia podobnych przygod.
O 4 rano wstajemy i po sniadaniu szykujemy sie na 28km spacer po torach!T
o moze troche szalone, ale co tam. Zaczynamy na 110km i mamy skonczyc na 82km. Tam wlasnie (oraz na 88km) spodziewamy sie kontroli, ktore trzeba minac. Wynikaja one z tego, ze nie wolno chodzic po torach (zakazuje tego peruwianskie prawo). Na 107km widzimy tragarzy wracjacych z Inka Trail czekajacych na pociag i probujemy wbic sie do pociagu z nimi (oni placa 10 razy mniej czyli 10 soli!). Nie udaje sie. Trasa jest malownicza, ale bardzo meczaca. Na 93km jest fajne miejsce do rozbicia namiotu (jakby ktos potrzebowal). 88km mijamy gora (zaraz za tunelem jest sciezka w gore) i 82km podobnie (500 metrow sciezka w gore), wiec nie wiem czy byly tam kontrole. Lacznie spotkalismy 12 pociagow nas mijajacych, a na 82 km docieramy o 13:30. Tam w wioseczce jest busik, ktory za 2 sole podwozi do Ollantaytambo (40minut, 17km), a stamtad od razu bus za 1 sola do Urubamby (20 minut, 25km) i stamtad autobus do Cuzo za 3 sole (2h, 100km). Tak wiec zwiedzanie Machu Picchu zajelo nam 3 dni i wyszlo po 25$ z wyzywieniem, spaniem, wejsciem na kompleks ruin!
W Cuzco kupujemy bilet na wieczor do Puno za 12 soli; idziemy do naszego hotelu po plecak, jemy super obfity obiad (tyle mielismy oszczednosci na trasie, ze zaserwowalismy obiad za 80 soli) i wracamy na dworzec, skad jedziemy do Puno nad jezioro Titicaca. Miasto to bedzie naszym miastem przesiadkowym w drodze do Copacabany w Boliwii. Wiemy, ze do Puno przyjezdza sie ogladac plywajace wyspy, my jednak sluchajac tylu negatywnych opinii o tym (ogromna cepeljada), rezygnujemy z tego i jedziemy ogladac jez. Titicaca od strony Boliwii.
ompleksu basenow (wstep za 10 soli). Jest to kompleks brudnych basenow z woda o temp 38 stopni, wiec czulismy sie tak jakbysmy zanurzali sie w wannie. Nic ciekawego, ale tego dnia potrzebowalismy tego. Patrzymy tez jakie ceny sa pociagu powrotnego (34$ najtaniej do Ollantaytambo za 45km jazdy! To chyba najdrozsza kolej na Swiecie). My nie chcemy wracac ta sama droge ze wzgledu na monotonnosc i brak checi przezycia podobnych przygod.O 4 rano wstajemy i po sniadaniu szykujemy sie na 28km spacer po torach!T
o moze troche szalone, ale co tam. Zaczynamy na 110km i mamy skonczyc na 82km. Tam wlasnie (oraz na 88km) spodziewamy sie kontroli, ktore trzeba minac. Wynikaja one z tego, ze nie wolno chodzic po torach (zakazuje tego peruwianskie prawo). Na 107km widzimy tragarzy wracjacych z Inka Trail czekajacych na pociag i probujemy wbic sie do pociagu z nimi (oni placa 10 razy mniej czyli 10 soli!). Nie udaje sie. Trasa jest malownicza, ale bardzo meczaca. Na 93km jest fajne miejsce do rozbicia namiotu (jakby ktos potrzebowal). 88km mijamy gora (zaraz za tunelem jest sciezka w gore) i 82km podobnie (500 metrow sciezka w gore), wiec nie wiem czy byly tam kontrole. Lacznie spotkalismy 12 pociagow nas mijajacych, a na 82 km docieramy o 13:30. Tam w wioseczce jest busik, ktory za 2 sole podwozi do Ollantaytambo (40minut, 17km), a stamtad od razu bus za 1 sola do Urubamby (20 minut, 25km) i stamtad autobus do Cuzo za 3 sole (2h, 100km). Tak wiec zwiedzanie Machu Picchu zajelo nam 3 dni i wyszlo po 25$ z wyzywieniem, spaniem, wejsciem na kompleks ruin!W Cuzco kupujemy bilet na wieczor do Puno za 12 soli; idziemy do naszego hotelu po plecak, jemy super obfity obiad (tyle mielismy oszczednosci na trasie, ze zaserwowalismy obiad za 80 soli) i wracamy na dworzec, skad jedziemy do Puno nad jezioro Titicaca. Miasto to bedzie naszym miastem przesiadkowym w drodze do Copacabany w Boliwii. Wiemy, ze do Puno przyjezdza sie ogladac plywajace wyspy, my jednak sluchajac tylu negatywnych opinii o tym (ogromna cepeljada), rezygnujemy z tego i jedziemy ogladac jez. Titicaca od strony Boliwii.

2 komentarze:
no wreszcie Majka na zdjeciach. a ten pan obok niej to kto? :) pozdro!
Michal! Odezwijcie sie, bo gonimy Was a Wy nic. Jestesmy teraz w Copacabana, a Wy gdzie? Piszcie na tel Zuzki, Mariusza lub moj. Mary
Prześlij komentarz